You are currently viewing Uwielbiam paradoksy

Uwielbiam paradoksy

Nic tak, jak bycie wewnątrz pozornie wykluczających się jakości, nie uczy i nie daje tak wyraźnego feedbacku o sobie, jak właśnie paradoksy.

My te paradoksy próbujemy rozwikłać, opowiedzieć się po jednej ze stron i ją uargumentować.
A to nie tak powinno być.
Paradoks, to nie jest problem do rozwiązania, a pełnia polaryzującej świadomości do objęcia, z której to świadomości można czerpać na dany moment to, czego się dla siebie potrzebuje i to, czym chcemy się obdarować.

Jeden z moich ulubionych paradoksów

Weźmy jeden z moich ulubionych paradoksów: zmienia się WSZYSTKO, jeśli zmienia się TYLKO relacja z trudem.
Było, jest i będzie trudno, sorry – skończmy wypierać oczywiste.
Ale wypieramy to, co stanowi subiektywną ocenę stopnia trudności. To, co wydaje się “za trudne”, na starcie odstawiamy.
Paradoks trudu objawia się jednak w tym, że gdy się trud ZAAKCEPTUJE, jako nieodzowną część życia, wraz z wszelkimi jego przejawami, jak ból, dyskomfort, frustrację i opór, to
– uwaga –
życie staje się lekkie.
Zmienia się WSZYSTKO, bo zmienia się TYLKO relacja z trudem.
I tu jest to, do czego tak często zapraszam. Paradoksy i pozorne sprzeczności wcale nie oznaczają, że coś jest przeciwne czemuś innemu i tylko jedno jest słuszne. A może właśnie te jakości się wzajemnie uzupełniają? Trochę w myśl tego, co Rumi mówił o świetle: ono istnieje tylko dlatego, że otacza je ciemność.
Coś, co fizycy wiedzą o świetle: ono jest takie jasne i ciepłe tylko dlatego, że coś pod spodem cholernie mocno i potężnie się właśnie doszczętnie spala.

Może warto więc zmienić relację z trudem...?

Czy świadome wybranie czegoś nowego, odmiennego, boleśnie innego, nie jest właśnie drogą prowadzącą do zintegrowania siebie jako całości, która poznała wreszcie każdą swoją odsłonę i może teraz już świadomie wybrać, którą chce być…?
Zdyscyplinowane dbanie o witalność i radość ciała, jest trudne.
Ale czy nadciśnienie, cukrzyca, otyłość i choroby autoimmunologiczne nie są… trudniejsze?
Epicka, pełna bliskości i namiętności relacja jest trudna.
Ale czy puste, wypalone małżeństwo oparte na białych kłamstwach i zamiast bliskości – masturbacji drugim człowiekiem, lub udawanie, że się niczego nie potrzebuje, ewentualne manipulowanie seksem – nie jest trudne?
Codzienna dyscyplina, całkowita szczerość ze sobą, sumienność i dochowanie wierności swoim własnym zobowiązaniom, by cieszyć się niesamowitym zdrowiem, witalnością, pięknem, prawdą i cudami, jest trudne.
(Trudne jak cholera, kilka razy dziennie się o tym przekonuję.)
Ale czy bycie ofiarą kontekstów, ludzi i ich nastrojów, potrzeby kontroli i chaosu w jej braku, nie są trudne?

Trud staje się konieczną kroplą kwasowości w wyważonym smaku słodyczy.

Trudno mi jest z myślą, że nie dam rady spotykać się ze znajomymi, którzy zaczynają swój wieczór o 23:00, podczas, gdy ja chodzę spać o 21:00, lub 22:00.
Trudno mi stać pod lodowatą wodą codziennie.
Trudno mi ze wspomnieniem ciemnej czekolady, słodkości, owoców, makaronów, ciepłego chleba z masłem orzechowym i dżemem i tym, że nie będę tego więcej jeść, a tak smaczne było.
Trudno mi w konfrontacjach i rozmowach o ciężarach omawianych między mną i moim Mężem, gdy mamy konflikt, lub gdy nie wiemy, w którą stronę pokierować naszymi rozwojami.
Trudno mi ciągle namierzać i sprawdzać, gdzie jestem niespójna, czego się boję, a powinnam zrobić, co obiecywałam, a odkładam.
Bardzo trudno.
Ale, cholera jasna, z drugiej strony świadomie wybranego trudu zawsze jest tak LEKKO. Tak dobrze!
Tak soczyście, żywo, mniamuśnie, no idealnie!
Wolę więc poświęcić te 15 minut na tydzień na mega intensywne ćwiczenia fizyczne, wolę jeść to, co jest zgodne z moim ciałem, wolę nie wypijać i nie zajadać trucizn, wolę szanować moje ograniczenia i sama je przekraczać, wolę stać przy swoich granicach i je zaznaczać, wolę i wybieram tę wolę.
Ufam relacji z trudem. Trud rozwija. Ostatecznie: jeśli sama go sobie nie wybiorę, to życie zawsze mnie trafi tak, czy inaczej. Ale wtedy, nie byłabym na to przygotowana, wtedy bym się babrała w tym miesiącami, zamiast przez parę godzin, wtedy bym to wypierała i szukała winnych. Skąd wiem? Bo tak robiłam i taka byłam.
Wybieranie trudu – PARADOKSALNIE – uczy niesamowitej zdolności lekkości.

Lekkości,

Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.