You are currently viewing To, co ZNORMALIZOWANE w relacjach, wcale NIE jest naturalne

To, co ZNORMALIZOWANE w relacjach, wcale NIE jest naturalne

Przestawię dziś kilkanaście rzeczy, z których większość się ZAWSZE objawi w relacji. A dlaczego? Ano dlatego, że im bardziej nas połączyła miłość, tym bardziej jest ona inspirującą siłą, która wytrząsa na wierzch dziecięce rany, wyrobione sub-osobowości i strategie przetrwalne. ZAWSZE.
Przyznaję, że “zaliczyłam” wszystkie. Mój Ukochany też. I może dlatego czuję, że to ważne, żeby o tym mówić, bo wchodząc w realne związki, trochę za dużo na siłę pchamy na noski różowe bryle (jak słychać, jestem z Kociewia :D), a za mało patrzymy na to, jak sobie pomóc i jak tworzyć te relacje tak, żeby dawać i przyjmować tę miłość, która JEST, a nie na siłę szukać takiej wąskiej jej formy, jakiej zabrakło, gdy byliśmy dzieciakami. Bo to, jak nic innego, upośledza zdolność dojrzałego kochania. 

To co? Gotowi zmierzyć się z tym? OK, lecimy!

1) Czujesz masę niepokoju, gdy ta osoba się nie odzywa.
2) Czujesz się w relacji samotnie, nawet bardziej, niż gdy faktycznie jesteś tylko ze sobą.
3) Ciągle kwestionujesz swoją wartość.
4) Błyskawicznie zmieniają się Twoje nastroje, jesteś ciągle w reaktywności i frustracji, lub smutku.
5) “Zbyt dużo zmęczenia”, żeby pogadać i “zbyt dużo emocji”, żeby coś ustalić.
6) Porzucasz swoje potrzeby na rzecz spełniania ich potrzeb.
7) Czujesz brak bezpieczeństwa, albo strach przed podjęciem się czegoś, co dla Ciebie jest istotne i, w efekcie, przemilczasz.
8) Czujesz, że musisz “zapracować”, albo “zasłużyć” na okazanie uczuć, lub zauważenie.
9) Unikasz partnera/partnerki, bo czujesz się przy nim/niej w napięciu.
10) Mylisz zazdrość i strach przed samotnością z autentyczną więzią.
11) Czujesz się jak opiekun/-ka dziecka w tym związku.
12) Myślisz sobie, że lepiej i tak nie będzie i to jest już szczyt wszystkiego, co jest możliwe.
Te wszystkie objawy są wynikiem ran dziecięcych, które wychodzą z nas w dorosłych relacjach.
Relacje AKTYWUJĄ te rany. 
Tak naprawdę to nie jest problem, ale zdaję sobie sprawę, że w odczuciu i w przeżywaniu tego to jest jak dramat i tragedia.
Wiem to, bo byliśmy tam z moim Ukochanym nie raz i zgadnijcie co – NADAL wpadamy w te spirale, które ciągną w dół.
To, co nam pomaga, to fakt, że potrafimy się zatrzymać. To, że potrafimy stanąć przed sobą i naprawdę jątrzyć przez zęby, jak się przy sobie czujemy, co nam to robi i co nam to przypomina. Innymi słowy: opowiadamy sobie, jakie rany się w nas aktywują. Przynajmniej mamy od razu kontakt z tym, co na siebie projektujemy.

Relacje, to ogrom projekcji. Przede wszystkim projekcji.

W każdej rozmowie, interakcji, reakcji – zawsze wyjdzie jakaś projekcja. One są fajne, gdy sobie idealizujemy siebie i przez to druga osobę też. One są mega nieprzyjemne, gdy mamy się ze sobą źle i nie bierzemy za siebie odpowiedzialności, za co obwiniamy podświadomie drugą osobę. 
Najgorszy kocioł się robi, gdy mamy dwie osoby w podobnej emocjonalnej dramie. On milczy, ona chce pogadać, on się triggeruje, ona też. On chce dostarczyć rozwiązania, ona chce przegadać rzeczy, on chce spokoju, ona chce bliskości.
A pod spodem, po dwóch stronach strategii, jest to samo uczucie: “nie akceptujesz mnie, jestem/robię nie dość”.
Chciałabym powiedzieć, że jest jeden złoty środek na takie sytuacje, jakaś magiczna pigułka, porada, strategia. ALE NIE MA. Takie momenty stawiają do naprawdę holistycznego spojrzenia na siebie i swój wkład w relację, a także to, co dla nas naturalnie przyjmujemy, a co odpychamy od partnera/partnerki. Takie momenty wołają do wspólnie ustalonej strategii działań, którą można opracować TYLKO poprzez kontakt z własnymi ranami, ze świadomością, co to dziecko, jakim byliśmy potrzebowało i dawaniu tego temu dzieciakowi oraz z ciągłą, codzienną, USTAWICZNĄ regulacją emocjonalną. Nie samej, czy samemu – przy sobie, razem. Dlaczego? Bo jesteśmy gatunkiem relacyjnym i argument o tym, żeby się regulować w pojedynkę i potem stawić do relacji, jest DOKŁADNIE tym, co WZMACNIA dziecięce schematy przetrwaniowe. 
Wasz związek jest dla Was przestrzenią, gdzie możecie zrobić miejsce na wszystko. Jeśli macie oczywiście na to odwagę, bo miłość nie jest dla słabych serc. Miłość jest dla odważnych, dojrzałych osób. Dobra wiadomość jest taka, że tego się można łatwo nauczyć i ewentualny trud, jaki się pojawia, to właśnie ta codzienna, nudna praktyka, która idzie za tą świadomością. Ta rutynowa powtarzalność, gdy jest robiona dobrze, naprawdę robi coś fantastycznego: poczucie pierwszego zakochania, takiego, jak na początku. Mówię z doświadczenia! 🙂 
Jeśli czujesz, że jest w Tobie gotowość zaleczyć w sobie dziecięce rany i tworzyć relacje, które są autentyczne i bezpieczne, to zabukuj spotkanie ze mną. Pomogę Ci zobaczyć, gdzie warto się sobą zaopiekować i w jaki sposób, a Ty – na podstawie tego, jak bezpiecznie i ufnie się przy mnie poczujesz, podejmiesz decyzję o tym, czy wejść w proces przy mnie.
Link do konsultacji tutaj:
Przyjemności i soczystości,
Sabina 

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.