Zaprojektowałam dla nich dzień spotkania.
Tantra dla par. Praktyki oddechowe. Masaż czakr. Medytacje, które kocham i które transformują.
Ale kiedy weszli do przestrzeni, przynieśli coś innego.
Przynieśli swoje prawdziwe napięcia.
Niedopowiedzianą ciszę.
Słodycz, która była tylko cieniem bliskości.
I smutek, którego nikt dotąd nie nazwał.
Nie poszłam więc za planem.
Poszłam za człowiekiem.
Zamiast narzędzi oddechowych – pojawiła się rozmowa.
Zamiast struktur praktyk z Tantry – medytacja z obecności.
Zamiast nauki dotyku – święte milczenie, w którym było więcej bliskości niż w tysiącu słów.
Bo czasem… nie chodzi o narzędzia.
Chodzi o to, by pozwolić ciału powiedzieć: „Tutaj boli. Tu chcę być usłyszane.”
Oni
Oni – łagodni. Spokojni.
Dojrzali. Mądrzy.
Ale zatrzymani gdzieś na granicy – tej, której nie przekracza się z gotowego skryptu.
I kiedy oddałam głos ich sercom, ich dłoniom, ich ciałom – zaczęło się coś dziać.
Coś, czego nie da się przewidzieć.
Coś, co czuję do dziś pod skórą.
Zrobiliśmy ćwiczenie
Dzielili się słowami wdzięczności. Potem – tym, czego boją się sobie powiedzieć.
A na końcu – tylko oddech i dłonie.
Dłoń na sercu. Dłoń na dłoni partnera.
Łzy płynące po policzkach i tak wibrująca miękka czułość między ludźmi, którzy są już tyle lat ze sobą i… w końcu się poznali.
To było… elektryczne. I całkowicie ciche.
Ale ich oczy po tym ćwiczeniu… jakby z innego świata.
To był moment zobaczenia.
Nie zrobiłam nawet połowy...
Nie zrobiłam nawet połowy z tego, co miałam zaplanowane.
A jednocześnie – wydarzyło się więcej, niż można było zaplanować.
To właśnie kocham w mojej pracy.
Nie scenariusz.
Tylko to, że potrafię słuchać.
Słuchać tak głęboko, że aż wizja, jakiej służę, by Miłość mogła kwitnąć między tymi, którzy tworzą relacje – zaczyna śpiewać.
Bo Ona powstała po to, żebyśmy spotykali się naprawdę.
Bez masek. Bez zasłon. Bez konieczności bycia „dobrą parą”. Tylko sobą.
Dziękuję za to spotkanie
Dziękuję za to spotkanie – temu, co się ujawniło, co zostało przyjęte i co zostało wypowiedziane bez udawania.
A sobie dziękuję za to, że nie poszłam za strukturą.
Bo kiedy puszczam plan – przychodzi coś większego.
I może właśnie dlatego wciąż tu jestem.
Bo to, co robimy, to nie jest „warsztat”.
To jest wejście w życie.
Takie, które wreszcie można poczuć.
Jesteś zaproszona
Jeśli to, o czym piszę, coś w Tobie porusza – jesteś zaproszona.
Do siebie. Do swojego ciała. Do PRAWDY.
Zajrzyj na moje warsztaty online dla Kobiet rozkochujących się w Rozkoszy – startujemy 5 maja.
12 tygodni transformacji, która zostaje z Tobą na zawsze.
Zmiany w ciele. W przyzwoleniu. W przyjęciu swojej pełni.
Rozkosz nie jako dodatek. Rozkosz jako Twoja natura.
Jeśli czujesz wołanie, to spotkajmy się najpierw i porozmawiajmy. Sama wyczujesz w ciele, jak przyjmujesz moje zaproszenie: https://linktr.ee/sabinawolter
Z czułością,
Sabina