On, bo zaczyna wierzyć, że przestał być mężczyzną.
I ona, bo nagle zostaje odsunięta od człowieka, którego kocha.
To jest dramat.
Wiecie, co najbardziej boli kobiety 50 i 60+, z którymi pracuję?
Nie brak seksu, erekcji, czy wytrysku.
Najbardziej boli je to, że zostają odrzucone nie przez mężczyznę, ale przez jego wstyd, z którym one nie mają szans bez względu na to, jak mocno kochają i jak cierpliwe są.
On przestaje inicjować dotyk.
Coraz mniej całuje.
Prawie nie przytula.
Już nie patrzy.
Przestaje zapraszać do łóżka.
On nie przestał kochać.
On zaczął wierzyć, że skoro jego penis go zawodzi, to zawodzi także jako mężczyzna.
On przestał czuć się godny bliskości.
Czasem nawet chroni się od ryzyka bycia odebranym jako mniej męski… poprzez pogardę wobec partnerki.
I płacą za to oboje.
To nie jest wojna, którą on sobie świadomie wybrał, a taka, do której został wcielony jako nastolatek.
Nauczono go, że:
erekcja = męskość,
penetracja = seks,
wytrysk = sukces.
A wszystko poza tym to porażka.
I później siedzi przede mną sześćdziesięcioletni mężczyzna, który ma kochającą kobietę gotową odkrywać z nim zupełnie nową seksualność…
…i zamiast ją objąć, odsuwa się od niej.
Bo nie umie już wygrać według zasad, których go nauczono.
To jest miejsce, w którym mnie coś ściska.
Bo myślę sobie:
Ile pięknych relacji umiera nie z braku miłości… tylko z powodu źle zdefiniowanej męskości?
Gdyby wiedzieli...
Gdyby mężczyźni wiedzieli, że seksualność dojrzewa zamiast się kończyć…
Gdyby wiedzieli, że ciało ma znacznie więcej dróg do rozkoszy niż tylko tę jedną…
Gdyby wiedzieli, że kobieta częściej tęskni za ich obecnością niż za ich erekcją…
…to być może przestaliby odchodzić właśnie wtedy, kiedy najbardziej są sobie nawzajem potrzebni.
Mam w sobie niezgodę na narrację, która okradła mężczyzn z ogromnej części własnej seksualności, a kobiety z ich obecności.
Marzę o świecie, w którym mężczyzna nie przestaje całować swojej kobiety tylko dlatego, że jego ciało zmieniło sposób, w jaki przeżywa seksualność.
Bo miłość NIGDY nie mieszkała w erekcji.
Ona od zawsze mieszkała w akceptacji i obecności.
Z miłością,
Sabina