Znowu wyjeżdżam z jakąś rewelacją, co nie? 🙂
Ale nic nie może być bliższego prawdy w świecie praktykowania tantry i połączenia z pływami mniamuśnej energii seksu i własnej seksualności.
Przyjrzyj się teraz sobie i co czujesz, gdy to czytasz?
Co czujesz na słowo "celibat"?
Problem z celibatem jest taki, że z automatu kojarzy się z zakazem uprawiania seksu.
Inny automat myślowy kojarzy celibat z systemami religijnymi: takimi, jak w katolicyzmie.
Czemu piszę, że to “problem”?
Bo tak, jak zaczęłam ten wpis, tak chciałabym podważyć takie rozumienie celibatu.
Co jeśli powiem, że w moim życiu celibat był najsoczystszą przygodą mojego życia?
Że to było jak gdybym była kwintesencją kobiecego ciała i potężnej, twórczej i sensualnej siły?
Że fale orgazmiczne przepływały przeze mnie czule i potężnie, dodając mi niezwykłego blasku i siły…?
Patrzymy na celibat jak na model wyparcia seksu i seksualności, tymczasem jest totalne odwrotnie: CELIBAT JEST NAJWYŻSZĄ FORMĄ ZESPOJONEJ SEKSUALNOŚCI.
Rodzimy się sensualni
Jesteśmy od sensualności oddzielani w wyniku uwarunkowań.
Zapominamy o wielkiej, niewinnej i potężnej mocy, którą dzierżymy.
Zakochujemy się, zaczynamy “odkrywać” jakie doznania są przyjemne, jakie wzniosłe, boskie i prymitywne zarazem. W istocie niczego nie odkrywamy, zaczynamy przypominać sobie po prostu.
I tu… poprzestajemy. (Bo: uwarunkowanie).
Kojarzymy seksualność głównie z aktem uprawiania seksu nie mając świadomości, że seks (solo też się liczy jako seks tak w ogóle) jest drogą do STANIA SIĘ energią kreatywną w jej ucieleśnieniu.
Dochodząc do takiego punktu po prostu jesteśmy seksualnością i seks jako taki już spełnił swoją rolę.
Nie potrzeba go, jako narzędzia, do tej energii.
Jest się tą energią.
Tym jest celibat.
No a wszelcy znani mistycy, jak i anonimowi mądrzy, pokorni, charyzmatyczni, kochający i kochalni ludzi, którzy ucieleśnili tę energię, do tego ucieleśnienia i do takiej spójności doszli NIE przez wyparcie seksu, a przez PEŁNE ZANURZENIE SIĘ W NIM i jego jakościach.
To nie jest ok, gdy…
…celibat jest narzucany, bo jest wówczas obdarty z założenia POŁĄCZENIA z seksem, a sprowadzony jest do pojemnej trumny na seksualność, która w tej trumnie gnije.
I jątrzy.
I ZATRUWA.
Zupełnie tak, jak w katolickim celibacie. I co rusz słyszymy ohydne historie nadużyć seksualnych. Bo coś, co pierwotnie ma służyć byciu wolnym, zniewala najbardziej. Nieposzanowanie i brak uznania ogromu siły, jakim jest seks i seksualność indywidualna, prowadzi właśnie do takich patologii.
Katolicki celibat nie ma NIC wspólnego z celibatem per se.
Brak partnera, czy partnerki też nie.
“Białe” małżeństwo też nie.
Masturbacja po cichu – tym bardziej. Seks solo, to po prostu seks.
K. Anami mawia, że gdy była singielką przez rok, to był okres w jej życiu, gdy była najbardziej “well fucked”.
Zgadzam się z jej doświadczeniem i podzielam je. Ja nie miałam takiego roku, a parę tygodni co prawda, ale i tak czułam to niesamowicie wyraziście!
To jest przemyślenie, jakim zostałam poczęstowana na jednym ze szkoleń tantrycznych, kontemplowałam je i ze mną zostało.
Nie trzeba się z tym zgadzać i naprawdę nie trzeba tego praktykować, serio. Ale może warto tak naprawdę przemyśleć raz jeszcze, czym de facto jest celibat i może pomyśleć o tym szerzej.
Soczystości, mniamuśności i głębi rozważań Kochani!
Sabina