To trudność, by naprawdę i głęboko ucieleśnić świadomą płynność emocjonalną.
Z pełnym przekonaniem wierzę, że jest to jedno z najważniejszych wyzwań, przez które człowiek powinien zostać przeprowadzony przez drugiego człowieka. Poprzez praktykę, obecność i wsparcie. Nie w samotności.
Kiedy ludzie otrzymują takie prowadzenie we właściwy sposób, raz po raz obserwuję, jak docierają do błogości, która wcześniej wydawała im się nieosiągalna.
Płynność emocjonalna jest tak potężna, ponieważ pracuje bezpośrednio z samą tkanką świadomości. Z energią, która przez lata, a czasem przez całe dekady, czekała na zgodę, by wreszcie się poruszyć.
Każda duchowa ścieżka, która naprawdę prowadzi ku wolności, wskazuje na wyzwolenie. A jednak wiele z nich zachęca, by wznieść się ponad emocje, przekroczyć je i obserwować z bezpiecznego dystansu.
Tantra proponuje coś zupełnie innego.
Zaprasza, by wejść w emocję całą/całym sobą i odkryć, że to właśnie w jej wnętrzu od początku ukryta była wolność.
Dlatego uważam płynność emocjonalną za główny klucz tej ścieżki.
Każda inna praktyka, której uczę i która prowadzi do obecności, bliskości czy przebudzonej świadomości, staje się o wiele bardziej dostępna, gdy ten klucz zostanie przekręcony.
A stanie się osobą, która potrafi utrzymać taką przestrzeń dla drugiego człowieka, jest rzadkim i świętym darem.
Większość ludzi przechodzi przez całe życie, nigdy nie doświadczając obecności drugiego człowieka, który po prostu z nimi jest. W pełni. Bez uciekania. Bez naprawiania. Bez oceniania. W chwili, gdy ich najstarszy smutek albo najgłębiej ukrywany gniew wreszcie odważy się wypłynąć na powierzchnię.
Stać się taką obecnością dla drugiego człowieka i pozostać przy nim niewzruszenie, kiedy ukochana osoba, klient albo ktoś, kto zaufał Ci na tyle, by zrobić pierwszy krok, przechodzi przez ciężar, który niósł samotnie przez lata, jest jedną z najgłębszych form służby i oddania, jakie znam.
Tantra dała mi to wyzwolenie i dała mi bezpieczeństwo do wyrazu siebie w pełni – z każdą emocją i każdym odcieniem tej emocji. Nie znam innego, równie bezpiecznego i kochającego miejsca, jak przestrzenie tantrycznych praktyk obecności.
To dzięki nim potrafię dziś naprawdę spotkać drugiego człowieka i dawać mu to, czego potrzebuje. Dawać mu obecność, kochającą uważność i trzymać go/ją w tym miejscu, w którym zaczyna naprawdę przeżywać.
To rzadki dar, by urodzić się taką osobą.
Ale każda osoba może się taką stać. I dla siebie i dla innych.
Jestem zdania, że poukładanie relacji z własnymi emocjami to najważniejsze, co można zrobić dla siebie i dla innych.
Każdy inny obszar życia na tym zyskuje obficie.
Zaproszeniem tutaj jest… nie zabraniaj sobie czuć. Pozwalaj sobie czuć.
Sabina