I wiem, że Sabina sprzed dekady nie mogłaby w to uwierzyć.
Sabina-10 miała zaburzoną relację z jedzeniem, z ciałem, z przyjemnością.
Bulimia, ortoreksja, środki przeczyszczające, amfetamina (żeby nie jeść), głód, potem obżeranie się, próby wywoływania wymiotów i kara w postaci wykańczających, 2-3 godzinnych treningów.
Ciało się buntowało, zaczynało puchnąć, miesiączka ustąpiła, hormony wariowały, a ona chciała „zmieścić się” w 40 kg i płakała ważąc się co kilka godzin i widząc 6 z przodu.
Jak nie wychodziło – wchodziły żyletki. Dla ulgi. Dla kontroli.