You are currently viewing Moje święta są tantryczne

Moje święta są tantryczne

Kiedyś naprawdę znielubiłam święta.
Jestem dzieckiem lat 80. i myślę, że Ci z Was, którzy też są tym pokoleniem millenialsów, to pamiętają upiorne maski mikołajowe na twarzach pachnących wódką i kiełbą wujków 🙂
Mam nawet jedno zdjęcie, na którym widać, jak siedzę na kolanach takiego Mikołaja i mam tak wyrobiony uśmiech, który przykrywa łzy strachu, że z jednej strony chce mi się śmiać, z drugiej żal mi tej małej dziewczynki wtedy.

Ale patrzę na to też z zadumą.

Jakkolwiek nasi rodzice serwowali nam takie niepedagogiczne odpały, które rezultują tym, że większość dzisiejszych normików potrzebuje terapii, to jednak potrafię też na to spojrzeć z dystansem i pomyśleć sobie nawet o tym z wdzięcznością.
Dostałam taki trening do życia, że o ho ho! 🙂 W domu różne cyrki odchodziły – mama non stop zabiegana i zmęczona, bo do tych świąt i ich atmosfery jej całkowite poświęcenie było konieczne. Tata sfrustrowany corocznym sprawdzaniem lampek. Żarówka po żarówce. Sprawdzane przed powieszeniem na sztucznej choince się świeciły, ale jak tylko twór chińskiej produkcji stanął dumnie ustrojony w bombki w kształcie muchomorów, to diabelstwa prąd biorą, ale nie działają.
No i my – dzieciaki, co albo jojczą o telewizję, albo że im się nudzi, albo że by coś zjadły, albo że inne powody.

Święta kompletnie przestałam lubić będąc nastolatką.

Zauważałam tyle niespójności, tyle niepotrzebnych afer… Mogłam mówić Mamie, żeby dała sobie spokój z tym żarciem, że to nie jest potrzebne, ale ona w amoku nie tylko nie słuchała tego, ale nawet gdy się zobowiązałyśmy z siostrą do pomocy, to i tak powtarzała umęczona, że nikt jej nie pomaga i “kiedyś zrozumiemy”.
No nie, wciąż nie rozumiem, a 4 dychy na karku i dalej do tej głowy nie dotarło.
Mogłam mówić Tacie, że skoro robimy święta, to chyba jest po katolicku, to chyba wtedy alkoholu nie powinno być. To kazał mi spadać. Cokolwiek to miało znaczyć.
Naturalnie wzmagało to we mnie czysty bunt, ogromną niechęć i jak najszybszy ruch, żeby wyjść na pasterkę, bo pod klocowatym budynkiem z plusem na dachu byli znajomi.

Od 23. roku życia nie mieszkam z rodziną i ...

…od tego momentu święta już definiuję sobie sama.
Początkowo wciąż te wigilie zawsze były z rodziną. 
Ale teraz… Teraz jest inaczej.
Teraz owszem – są odwiedziny, ale krótkie, treściwe i tak naprawdę pozbawione dawnego pędu i masy presji. Coś przyniesiemy ze sobą, podzielimy się prezentami, dzieje się fajnie. Pewnie pomocnym w tym odbiorze jest to, że nauczyłam się wszystko puszczać mimo uszu i skupiać na smaku jedzenia, cieple w domu i – jakkolwiek to zabrzmi – ciągle dokarmiam się myślą: “a jeśli teraz widzę ich i jestem przy nich po raz ostatni – jak chcę ich pamiętać?”.

Większość czasu jednak spędzam z Ukochanym.

Naszym corocznym rytuałem na święta jest mielenie Władcy Pierścieni w wersjach reżyserskich, ciepłe skarpetki, spacery w ciągu dni, spotkania z przyjaciółmi i – od paru lat – tantra.
W czasie przesilenia takie procesy szczególnie nam służą… Dają wglądy i odczucia niezwykłe, kompletnie inne od tych, których doświadczamy wiosną, latem, czy jesienią.
W takiej ciemności, przedłużonej nocy, kontakt z energią śmierci i narodzin jest niezwykle wyraźny, głębszy i jedyny w swoim rodzaju.
Będąc w przestrzeni praktyki czuję, jak moje ciało całe wibruje i jednocześnie jest to tak subtelne, delikatne… Gdyby patrzeć na nas z boku, to widać jakiegoś typa i typiarę, co siedzą naprzeciwko siebie przez godzinę, oddychają podobnie i czasem któreś się zatrzęsie, albo wyda z siebie pomruk. I tyle. Ale wewnątrz doświadczenia… KOSMOS!
Leżymy potem w pozycji Shiva-Shakti, albo obejmując się na łyżeczki do czasu, aż przyjdzie chęć ruchu i wyjścia z tej przestrzeni.
Dziękujemy sobie, kłaniamy się sobie.
I zabieramy się za kolejny film, leniwie, powoli, przegryzając upierniczone przez nas pierniczki, popijając herbatami ziołowymi i siedząc na golasa pod paroma kocami w naszym gnieździe rekreacyjnym.
To taka jest ta nasza wersja.
Taka spójna z nami.
Mam nadzieję, ze Wasze święta mijają w spójności z Wami. W bliskości, ze spokojem i z powolną przyjemnością.
Z miłością,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.