You are currently viewing Uważaj na TANTRĘ!

Uważaj na TANTRĘ!

Tak jest, zgadza się. Uważaj.

Większość dzisiejszych środowisk duchowatych (cytuję Nosowską, pierwszą damę polskiej sceny rockowej), to mieszanka szkodliwej fali post New Age i zwyczajnego narcyzmu.

Zbyt wiele historii nadużyć słyszałam.

Zbyt wiele przejawów zwykłego dokarmiania przejawów narcyzmu u pseudo-nauczycieli, którzy naoglądali się filmów na jutube i naczytali Hawkinsa tam było.

Zbyt wiele brania świętej praktyki, jaką jest Tantra, jak jakąś szmatę do wytarcia sobie ryja i przykrycia obcowania z kobiecym ciałem pod przykryciem ‘potrzebujesz świętości energii lingamu’.

Piszę to, bo wiem, że możesz być właśnie w takim miejscu. Sama kiedyś byłam. Ale właśnie dlatego wiem, że to trzeba nazwać.

Tantra nie polega na tym, że ktoś dotyka Twojej joni w imię Shakti. To się nazywa przemoc.

Kiedy słyszę, że ktoś oferuje seks tantryczny, to mi się robi słabo.

Bo nie ma czegoś takiego.
Tantrę możesz wpuścić w seks – wtedy ciało staje się świątynią, a spotkanie staje się rytuałem.
Ale sam seks… nie jest Tantrą. Zwłaszcza wtedy, gdy nie ma w nim obecności, zgody, bezpieczeństwa.

A tymczasem w środowiskach „duchowatych” (Nosowska wie, co mówi) roi się od:

„Zaufaj, to tylko energia.”
„Masz opór? To trauma – przetranscenduj.”
“Twoje granice to konstrukty ego, które trzeba przekroczyć.”
„Shakti przez nas płynie – musisz dać się prowadzić.”

“Nie kwestionuj, bo to płynie z głowy i z twojej dziecięcej rany.”

Tylko że to NIE jest Tantra.

Tantra to...

Tantra to sztuka spotkania się w pełni.
To porozumienie dusz, ciał, ran i świętości.
To błogość w granicach. To oddech z pozwoleniem.

A nie dotykanie joni bez pytania.
A nie tworzenie atmosfery presji duchowej, żebyś się “otworzyła”.
A nie wyciąganie ludzi z emocji, których potem nikt nie umie unieść.

I teraz coś ważnego. Jeśli przychodzisz do przestrzeni tantrycznej, weź ze sobą swoje zaplecze.

Ja... znałam siebie

Ja – zanim pozwoliłam sobie na głęboki proces z moimi ostatnimi nauczycielami, z Ma Anandą Saritą na czele – miałam już pełną świadomość swoich granic i umiejętność ich komunikowania.
Znałam siebie. Wiedziałam, kiedy mówić „tak”, a kiedy „nie”.
I dzięki temu mogłam naprawdę się otworzyć.
Mogłam się dać kochać. Mogłam powiedzieć: „To dla mnie trudne, ale chcę w tym być.”
I zostałam usłyszana. Ukochana. Objęta.

Mogłam przyjąć Miłość, jaka na mnie czekała z drugiej strony mojego ODWEWNĘTRZNEGO przyzwolenia na przekroczenie moich granic w imię poznania się poza nimi.

Dlatego kiedy Ty zapisujesz się na mój warsztat, to pytam Cię:

– Czy znasz swoje granice?
– Czy masz doświadczenie terapeutyczne?
– Czy jesteś gotowa pozwolić się poprowadzić, jeśli coś się poruszy?

Tantra to nie jazda bez trzymanki

To nie kontrola.
To troska.
Bo Tantra to nie jest hura i jazda bez trzymanki.

To jest uważność.
To jest Miłość, która widzi Ciebie w całości – z historią, czułością, traumą i gotowością.
To jest przestrzeń, gdzie możesz płakać, śmiać się, drżeć, krzyczeć – i nie być z tym sama, a być otoczona takimi jak Ty i tymi, którzy są tu DLA CIEBIE.

Więc zanim pójdziesz na warsztat, który obiecuje „transformację przez lingam”…
Zatrzymaj się.

Zapytaj:
– Czy ta osoba wie, co robi?
– Czy prowadzący potrafi unieść to, co się we mnie wydarzy? Czy ma doświadczenie w pracy z traumą?
– Czy ja wiem, gdzie są moje granice – i czy mogę je tam wyrazić?

Tantra to nie performance

Jeśli nie masz pewności – NIE IDŹ. ZWŁASZCZA, jeśli na Twoje pytania usłyszysz przyjemny frazesik: “po prostu zaufaj procesowi”. Zaufam procesowi TYLKO, gdy sama się na niego zgodzę, na moje PEŁNE i świadome przyzwolenie. I do tego samego Cię zapraszam.

A jeśli czujesz, że chcesz wejść głębiej, ale z opieką, z klarownością i z przestrzenią, w której jesteś naprawdę widziana – to mogę Cię zaprosić.
Ale tylko, jeśli wchodzisz cała – z szacunkiem do siebie.

Bo Tantra to nie performance.
To intymność z Prawdą.

Moje najbliższe warsztaty

Moje najbliższe warsztaty online ruszają 5 maja i są TYLKO dla Kobiet i to takich, które bardzo czule i uważnie wybieram. Dlaczego? Bo nawet, jeśli ćwiczenie polega na oddechu i ruchu i ewentualnym wydaniu z siebie pomruku, to WIEM, że coś otworzy. Przeważnie coś bardzo przyjemnego, głęboko mistycznego… Ale czasem, do dotknięcia tego, trzeba przejść przez własną skorupkę w procesie takiego wykluwania. A to, jeśli nie jest zaopiekowane, jest retraumatyzacją.

Mówię szczerze, bo to jest potrzebne.

To, co czuję, że jest najważniejsze w mojej praktyce, to konsultacja przed podjęciem decyzji o wejściu w warsztaty. Tu Cię poznam, a Ty mnie. I będziesz już wiedzieć, jak bezpiecznie i ufnie Ci przy mnie, dzięki czemu sama i to w zakresie swojej całkowitej zgody, podejmujesz decyzję o przystąpieniu do warsztatów. A ja cieszę się, że mogę Ci służyć. Całą sobą.

Link do wybrania spotkania: https://linktr.ee/sabinawolter

Z ogniem i miłością,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.