Rozkosz jest ZATRWAŻAJĄCA. Wzbudza NAJWIĘKSZY lęk na świecie.
Można się pukać w czoło, gdy to piszę, ale tak właśnie jest.
Jak to jest, że ja, jako Kobieta, pragnę seksu, pragnę bliskości, czułości i takiej alchemii osobowości z moim Ukochanym, a gdy mam go przed sobą, gdy mogę i jest ku temu miejsce i czas…
…czasem się odsuwam i po prostu przerywam…?
Czemu…?
I co dalej z tym? Czy tak już będzie zawsze…?
Niespójność między Mną… a mną
Ale to, co mnie boli, to niespójność między Mną, którą już czułam, już byłam, już się nią stałam, a tą, jaką się w takich sytuacjach prezentuję.
Ten dysonans, nieharmonijność… A przecież ja, Sabina Wolter, która prowadzi Kobiety w ich drogach do rozkoszy, powinnam być bardziej ogarnięta, prawda?
Nie powinnam już się tak czuć, więc czemu tak jest?!
Ech… Chciałabym powiedzieć, że w odczuciu, seks jest cudem zawsze. Chciałabym.
Ale w odczuciu, ta największa, transformująca potęga, niezwykła magia, która wibruje w komórkach ciała w rozkoszy – w odczuciu i myślach mu towarzyszących, czasami to przybiera formę… ataku. Lub napaści. Pogwałcenia swoich granic. Wymuszenia poddania.
W odczuciu. I w myślach odczuciu towarzyszących.
Skąd to jest…?
Z TRAUMY, która narosła wokół seksualności i ciała.
Mogę podać moją historię…
Przeszłam swoje traumy seksualne i traumy, które tylko pogłębiły te seksualne.
Było w gimnazjum grono chłopaków, które mnie kilka razy łapało i zaciągało do szatni i wkładali ręce pod bluzkę, w majtki, śmiejąc się przy tym i rycząc jak zwierzęta. Po kilku razach poszłam do nauczyciela, który niby zganił chłopaków przy klasie, ale mi powiedział, żebym nie prowokowała ich.
Był mój Tato, który gdy zauważył, że dojrzewam, zaczął mnie straszyć, żebym nie zbliżała się do chłopaków, bo “chłopak, to chłopak, wiadomo, że sobie poradzi, ale jak Cię taki przyciśnie, to co Ty zrobisz z tą swoją biedną cipką?”. Była moja Mama, która nie reagowała na to.
Był chłopak na dyskotece, w którym się kochałam i jak poprosił mnie do tańca i żebyśmy potem wyszli na zewnątrz, to mnie pocałował i pokierował dłoń na swoje krocze, a ja uciekłam – ku jego zdziwieniu i pytaniu na odchodne “ale co, zostawisz mnie tak?”. A jego spojrzenie było na jego erekcji.
W moim ciele zapisało się, że…
Widzisz… W moim ciele zapisało się, że To ja jestem odpowiedzialna za podniecenie w facecie. I to ja mam coś z tym zrobić. A winne jest to, że w ogóle mam ciało.
W ogóle: że gdyby nie to po*ebane ciało, obrzydliwe, wstrętne, głupie ciało, wulgarne, paskudne, śmierdzące ciało, to byłabym wolna. Nie czułabym się jak szmata, jak śmieć, jak skończona debilka, jak pośmiewisko, jak zestaw dziur do penetracji, jak worek na spermę…
Nie rozmawiałam o tym.
Gdzie 12-14-latka ze wsi 25 lat temu, wychowywana przez krytycznych i pruderyjnych rodziców, mogłaby się zwrócić…?
Za bardzo się bałam.
Wyrobiłam sobie te wszystkie przekonania
Wyrobiłam sobie te wszystkie przekonania, jakie narosły wokół tych traum i gdy u progu mojego jestestwa jest Miłość, jest Rozkosz, jest Bliskość, to… One jawią się, jak oni. Ci chłopcy. Te zwierzęta, przy których poczułam się tak zeszmacona i nadużyta.
Strach jest ogromny, lęk paraliżuje oddech czasami.
Więc uciekałam.
Uciekałam od Miłości, Rozkoszy, Bliskości.
Uciekałam na rzecz przewidywalności, bezpiecznej nudy i kontroli.
Uciekałam.
Być może też uciekasz. Może tak, jak ja – chcesz, ale gdy masz przed sobą szansę, wiejesz gdzie pieprz rośnie.
To jest ok, to jest etap. Byłam tam. DALEJ tak się czuję czasami!
Bo – UWAGA – to MIT jest, że traumę “przepracujemy”. Przepracować, to se można lata w pracy i iść na emeryturę, ale traumy nie da się przepracować. Ona ŻYJE w systemie nerwowym.
UciekałaBYM dalej, gdyby nie fakt, że PRAGNĘ Rozkoszy, Bliskości, Miłości. Uciekałabym, gdybym nie wyrobiła w sobie potrzebnej tolerancji na ból, tolerancji na poczucie odrzucenia i potwornego ryzyka w Miłości.
Ta tolerancja, o jakiej piszę, jest JEDYNYM sposobem
Ta tolerancja, o jakiej piszę, jest JEDYNYM sposobem na to, by mając tę traumę w sobie, jednocześnie otworzyć oczy, spojrzeć Ukochanej osobie w oczy, wziąć go/ją za rękę i powiedzieć:
“Uciekłabym. Tak byłoby dla mnie pozornie bezpiecznie. Boję się. Czuję lęk. To nie ma nic wspólnego z Tobą, to jest coś, co mój system nerwowy mi pokazuje teraz właśnie dlatego, że jest bezpiecznie i mogę to teraz czuć. I cieszę się, że mogę to czuć przy Tobie. Nie, nie ratuj mnie z tego. Nie doradzaj, nie wyciągaj, nie pocieszaj. Bądź obok dla mnie, gdy JA SOBIE Z TYM RADZĘ. To mi zabiera oddech, więc chcę w to oddychać, oddychaj w to ze mną…”
To jest jedyne, co pomaga…
A ciało…
Ciało się rozluźnia. Moja joni wilgotnieje, jest gotowa. Moje emocje są gotowe. Mogę się poddać. Mogę więc wziąć jego dłoń, poprowadzić ją na swoje krocze, spojrzeć mu w oczy, gdy czuje moją wilgoć i poczuć pod moją dłonią, jak jego lingam rośnie w gotowości. Mogę się poddać i powiedzieć w pełni swojej odwagi, braku kontroli i bezbronności: “wejdź we mnie, kochaj się ze mną, ze wszystkimi aspektami mnie…”
I widzę go. Mężczyznę. Nie faceta, nie tych chłopców. Mężczyznę.
I on mnie widzi. Choć jawiłam się jako bezbronna, niewiedząca, przestraszona, to też tak odważna, tak obecna w tym, tak pozwalająca sobie czuć się taką głupią i niedołężną na chwilę, by stanąć za chwilę w swojej mocy i przyjąć go. JAKO KOBIETA.
I tego pragnę dla par, jakie prowadzę.
Kobiet, jakie prowadzę.
Mężczyzn, jakich prowadzę.
Prowadź się proszę do Bliskości, Miłości i Rozkoszy. Nie zatrzymuj się w traumie. Ona już Cię chroniła kiedyś, teraz to już nie jest to samo zagrożenie. To tylko odczucie i myśli wokół odczucia.
Jak zawsze: soczystości i mniamuśności Kochani. Dziękuję Wam.
Z miłością,
Sabina