You are currently viewing Kobiety KOCHAJĄ być obiektem seksualnym

Kobiety KOCHAJĄ być obiektem seksualnym

Kobiety KOCHAJĄ być obiektem seksualnym.

Niemniej…
Obiektyfikacja seksualna dzisiaj przybrała formę patologii, wypaczenia czegoś pięknego.

Tytuł tego listu, jak często się mi zdarza, może wywołać automatyczny sprzeciw i nieprzyjemne odczucie. Opór. BUNT. “Co Ty, Wolterka pie*dolisz, nie masz na uwadze wszystkich tych ofiar napaści seksualnych, one chciały być przedmiotem? Jak można?!”

Mam to na uwadze

Sęk w tym, że mam to na uwadze. Mam i czuję to, bo sama też przeszłam swoją formę traumy seksualnej i pracowałam już z SETKAMI osób, które mają w tle swoje historie takiego rodzaju. Co ciekawe (i smutne…): mężczyźni są równie straumatyzowani, co kobiety. I nie wiemy, jak głęboko wszyscy cierpimy. Bo traumę się wypiera. A ona, bez możliwości odczucia i odpuszczenia, ląduje w jedynym miejscu, z którego wydostać się już nie może i magazynowana jest do czasu, aż ewentualnie będzie świadomie odczuta i odpuszczona: w ciele.

Ale ten tekst nie o tym

Ten tekst o obiektyfikacji seksualnej i o tym… że to jest zajebiste. ALE TYLKO POD KONKRETNYMI WARUNKAMI. Jakie to warunki?

Widzisz, dla mnie wejście w seksualność było bardzo trudne. Wszyscy jesteśmy zawstydzani cielesnością, ona jawi się jako gorsza, nieważna, zwierzęca. Więc przy braku dialogu i poszanowania tejże wartości, gdy dochodzi do nadużycia, to nawet nie mamy języka, który by to dobrze objął. Nie wiemy, jak.

Gdy zaczynasz jednak robić robotę, tak, jak ja zaczęłam w przeszłości, to zaczynasz też odzyskiwać te utracone, wyrwane od siebie części siebie. Mama Gena zapytana w podcaście u Layli Martin, jak to jest, że będąc pod siedemdziesiątkę, czuje się tak emanująco piękna, odpowiedziała buńczucznie, nieskromnie i z powalającą szczerością: “widzisz, codziennie podchodząc do lustra rano, mówię sobie, że zabieram z powrotem moje piękno, które świat mi zabrał. Codziennie je odzyskuję”. Ależ to fenomenalne stwierdzenie… Przeglądam się w tych słowach co jakiś czas.

Mi również zabrano moje piękno

Wpadło ono w otchłań i zostało przeze mnie wyparte doszczętnie. Tak, jak strach, lęki, wstyd, poczucie winy. Je też wypierałam. Wzmacniałam za to siłę, niezależność, wytrwałość, celowość, zadaniowość, konkretność.

A w relacjach i w seksie objawiło się to w ten sposób, że jedyne, co kojarzyłam i co MYŚLAŁAM, że ma być “poprawne”, to bycie “niedobrą dziewczynką” w czarnych koronkach i na wysokich obcasach, i zdzirą w kolejnych odsłonach pozycji seksualnych.

Byłam obiektem, kawałkiem mięsa

Najgorsze jest to, że… Sama to sobie robiłam. Moi byli partnerzy…? Żaden mnie o to nie poprosił. Gdy po latach kontaktowałam się z nimi, pytając, co w naszej relacji nie grało, a mogłam poprawić (tak, miałam taki epizod i był mega ważny dla mojego dzisiejszego małżeństwa), to WSZYSCY mówili, że nigdy nie mówiłam o swoich potrzebach. Że próbowali je odgadywać i trochę płynęli z tym, co serwowałam.

Byłam zdruzgotana. Tak, jak napisałam: sama to sobie robiłam. I doszło to do mnie w ich słowach.

Ale co się zmieniło i co to za warunek, że teraz, jak prowokacyjnie rozpoczęłam tę wiadomość, obiektyfikacja seksualna jest zajebista…?

Ten warunek, to… MIŁOŚĆ.

Czyli że co ale dokładnie? – słyszę zapytujesz 🙂

Trzeba się pokochać

Trzeba odzyskać te potracone, wyrwane od siebie części i otoczyć miłością, troską, zrozumieniem, ciepłem, akceptacją. Nie trzeba ich lubić od razu, ale trzeba je szanować i przyjąć i nauczyć ich słuchać. To ważna odsłona miłości. Trzeba nauczyć się ich języka. Czy krzyczą o uwagę, czy o to, by się chronić, czy o to, by rzucić się w ogień i dać się spalić, bo coś już jest za ciasne i ogranicza, czy o to, by zacząć coś budować i szkoda tracić czasu… Trzeba się ich nauczyć.

Trzeba nauczyć się ten język tłumaczyć w relacji z drugim człowiekiem. By dotrzeć do siebie, do bliskości, która daje przestrzeń, gdzie – uwaga – TRAUMA WYJDZIE NA WIERZCH. By mogła być przeżyta. To może być partner, ale częściej: terapeuta, dobry coach.

I trzeba nauczyć się, że… chcemy być podziwiani i podziwiane. Że pośród utraconych części są te, które właśnie bardzo pragną być widziane, pragną czuć, że ich piękno jest niezwykłe i unikalne. Że są wyjątkowe. A tu właśnie, właśnie w tym aspekcie, obiektyfikacja seksualna staje się świadoma i staje się przepięknym aktem służenia i podziwiania MIŁOŚCI wcielonej, czyli… CIEBIE.

Jest coś niesamowitego w tym, gdy…

Jest coś niesamowitego w tym, gdy czuję się przepełniona miłością do siebie, zachwycona moim ciałem, jego asymetrią, jego wiekiem, jego “tu kultura by powiedziała, że to nie jest ok” i moim śmiechem z brzuszka na to. Jest coś niesamowitego w tym, gdy mogę z chwilą niepewności rozebrać się przed Mężczyzną i kazać mu się podziwiać, wyznawać, medytować, patrzeć. A on, jak zahipnotyzowany, pożera mnie wzrokiem, łapczywie już się ze mną kocha, już jego energia penetruje moją. Na moje wyraźnie zaproszenie, do świątyni mojego ciała. By wspólnie wyznawać, czuć, tworzyć i rozpływać się w rzekach miłości. Pulsującej, karmiącej, zwierzęcej, boskiej.

I to właśnie jest obiektyfikacja seksualna w swojej uzdrowionej odsłonie.

Takiej życzę każdej osobie gotowej na nią.

Soczystości Kochani.

Całuję,

Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.