Mów do mnie ogniście
Mów sprośności
Niech mnie przeszyje piękniście
Niech się oddam miłości
Dirty talk
Dirty talk, o jakim dziś powiem, sprawia, że od razu mam gęsią skórkę, czuję puls w yoni i chęć natychmiastowego porzucenia wszystkiego na rzecz miłosnej akcji na kuchennym blacie.
Dirty talk, o jakim dziś powiem, to frazy, które są wynikiem poznania, jak dwie energie się wzajemnie penetrują.
Dirty talk, o jakim dziś powiem, to płynące z dojrzałej kwintesencji pełni zintegrowanego człowieka, jakim jest Ukochany mój wybrany i jaką jestem ja sama, które WIE, czego chce i na co zasługuje.
Dirty talk, to nie są sprośności ograniczające się do wyświechtanych zdań z podręcznika PUA. O nieeee… Ja WIEM, kiedy to by mogło być to, a kiedy to jest Mężczyzna, który idzie za swoim pożądaniem i pragnieniem MNIE – Kobiety.
– Powiedz mi coś rozpalającego.
– Nigdy nie musisz się domyślać, co do Ciebie czuję i z czym do Ciebie przychodzę.
– Powiedz mi coś podniecającego.
– Moje dziecięce rany nie są Twoją odpowiedzialnością, a moją i w mojej terapii to ogarniam.
– Powiedz mi coś sprośnego.
– Kiedy coś mnie wkurza, lub boli, to Ci o tym mówię, a nie kumuluję w sobie ukrytej złości na Ciebie, że mnie nie widzisz.
– Powiedz mi coś seksownego.
– Nawet, gdy to wzbudza moją niewygodę, to szanuję Twoje granice.
– Co jeszcze…?
– Nasza więź jest dla mnie ważniejsza niż wygranie nieporozumienia, bo wiem, że mogę wygrać wymyślając argumenty, ale przegram relację.
– Mów do mnie jeszcze…
– Przyjmuję Twoja słowa bez popadania w defensywę.
– Powiedz coś naprawdę ognistego…
– Przychodzę do Ciebie jako mężczyzna i chcę Ciebie, jako Kobiety, już nie musisz być silna i zaradna, I got this.
Aż się rozmarzyłam… 🙂
Mój wybranej taki NIE BYŁ
Tak dla wyjaśnienia, to NIE, mój wybranek taki NIE BYŁ, gdy się poznaliśmy. O nieeee 🙂 To był drwal o wrażliwości wiadra gwoździ i dziś się z tego śmiejemy, ale wtedy… Ufff… Mogę tylko sama sobie pogratulować, jak bardzo się sama kochałam i stawałam za sobą, bo konfrontacje bywały okropne w przechodzeniu. Do dziś mam w pamięci, jak czasem moje zwrócenie uwagi bywało brane za krytykę jego całego, a nie samego zachowania, lub wyboru, jaki wskazywałam. Jak dyskomfort, jaki czuł zmieniał się w broń przeciwko mnie. Jak to, że dzieliłam się czymś, co dla mnie było trudne, było z automatu brane przez niego jako jakaś jego wina, albo trigger dla niego samego. Przez to, w efekcie, miałam już często dwa systemy nerwowe do noszenia: mój, rozregulowany i szukający kontaktu i jego, rozregulowany tym, że interpretował moje rozchwianie jako swoją porażkę. Często nie wiedziałam, czy to dobry moment, żeby w ogóle coś powiedzieć, czy zagryźć zęby i nie mówić nic i ładnie się uśmiechać…. Ale NIE. Nie jestem już córeczką moich rodziców, jacy sami mieli swoje trudy i na moje dziecięce potrzeby czasem miejsca już nie było. Jestem kobietą, która o siebie dba i do siebie zaprasza, a to zaproszenie jest czyste – jeno widziane i odbierane jako presja.
Widzisz, dla mnie takie momenty, gdy słyszę takie słowa z jego ust – słowa, które płyną z jego zintegrowanej, dojrzałej formy, a nie z miejsca, które chce powiedzieć mi coś, co chcę usłyszeć – to dla mnie to takie piękne i potwierdzające coś bardzo ważnego: że miłość się ROBI, a granice nie są murami, a mostami. Zawsze tak było.
Biorę też odpowiedzialność za siebie
Nie mogę się tu wybielać i biorę też odpowiedzialność za siebie w chwilach, gdy jednak przejawiałam żywe pretensje. Ale wtedy szybko łapałam swój pion i wracałam z przeprosinami za przerzucenie czegoś z siebie na niego. Bo tak bywa w relacjach, które tworzone są przez dwie niedoskonałe jednostki: czasem sobie przerzucamy coś swojego. Wyćwiczyłam się jednak w odpowiedzialności za siebie i swój wpływ, bo cenię wolność niezwykle wysoko, a odpowiedzialność jest partnerką wolności. Są splecione więzią.
Wolność bez odpowiedzialności? Brawura, ryzykanctwo.
Odpowiedzialność bez wolności? Kara, ciężar, potrzeby innych najpierw.
Jak wszędzie, potrzebne jest wracanie do balansu. A balans, kochani, to nie jest stała, to ciągła uważność na to, jaki mięsień emocjonalny teraz trzeba napiąć, a jaki potrzebuje regeneracji. Do tego służy komunikacja, bliskie i otwarte przestrzenie, w których jest miejsce na bezbronność i otwarcie, absolutne przyjmowanie rzeczy takimi, jakie są na dany moment.
Mój język miłości? Odpowiedzialność.
So sexy.
Z miłością,
Sabina