You are currently viewing Kmining ostatnich dni: paradoks męskości i kobiecości (i co to robi z relacją!)

Kmining ostatnich dni: paradoks męskości i kobiecości (i co to robi z relacją!)

Od jakiegoś czasu nie daje mi spokoju pewien paradoks.

Męskość opisywana jest, zarówno przez moje Klientki, jak i Klientów, jako stabilność, opoka, ochrona, struktura. Coś, kto stoi pewnie i daje oparcie.

A jednocześnie tylu mężczyzn żyje w napięciu, którego nawet nie potrafią nazwać. Tak naprawdę dopiero konsultacje ze mną odsłaniają pytania, jakie wreszcie się wokalizują:
czy jestem wystarczający? czy daję radę? czy “dowożę”?

To napięcie nie bierze się z natury. Ono zostało WDRUKOWANE.
Męskość przez pokolenia była warunkowa. Zależna od wyniku, pozycji, odporności. Status do utrzymania. Zatem… Nie „jesteś”, a „stajesz się poprzez”.

Poprzez sukces, sprawczość, siłę. Tylko, że to są jakieś abstrakcyjne hasła najczęściej w rozumieniu i gdy są przyjęte bez głębszej refleksji i gruntownego pytania się siebie “czym to jest DLA MNIE + jakie dotąd WZORY obserwowałem/-am”, to to się sprowadza tylko do wytrenowania samej zewnętrznej postawy. Nierzadko przejawiającej się w arogancji.

Tożsamość oparta na performowaniu nie odpoczywa, a zostaje wplątana w egzamin.

I mamy też drugi biegun, ten kobiecy.

Kobiecość jakoś kojarzona jest jako naturalną. Intuicyjną. Pierwotną. Miękką, receptywną… Połączoną z ciałem. To też są słowa Klientek i Klientów.
A jednocześnie tak wiele kobiet żyje z pytaniem: czy jestem “WARTA” miłości?

Tutaj się pokazuje ten “kobiecy” wdruk. Wartość kobiety przez wieki była mierzona – UWAGA – relacyjnie. Nie wynikiem, a byciem chcianą, potrzebną, wystarczającą.

Męskość warunkowano SPRAWCZOŚCIĄ. Dlatego motorem podważania mężczyzn jest obwinianie (obwiniać można za działania, lub niedziałania wobec kogoś, lub siebie).
Kobiecość warunkowano AKCEPTACJĄ. Dlatego motorem podważania kobiet jest zawstydzanie (zawstydzać można za bycie, lub niebycie “jakąś” wobec kogoś, lub siebie).

A teraz ogień...

Bo to nie jest teoria dla mnie. To jest coś, co przeżywałam w małżeństwie. Coś, cośmy sobie odwijali i wciąż, na coraz subtelniejszych poziomach wciąż odwijamy.

Gdy męskość czuje, że musi się udowodnić — napina się.
Gdy kobiecość czuje, że musi być wystarczająca — zaczyna dawać za dużo.

Zauważyłam w sobie coś bolesnego: kiedy czuję brak kierunku ze strony Ukochanego, uruchamia się we mnie nadmiar siły. Prowadzę, inicjuję, reguluję, podtrzymuję ogień. Robię to z miłości. A jednocześnie widzę, jak ten nadmiar potrafi odebrać drugiej stronie przestrzeń do wzrostu. I… krzywdzę. Z miłości… Wtedy dociera do mnie coś jeszcze mocniejszego.

Męskość nie potrzebuje egzaminu.
Kobiecość nie potrzebuje zasługiwać.

Obie energie potrzebują przestrzeni, w której mogą być, ale tak bez projektu do udowodnienia.

Największy ogień, jaki dziś widzę, to nasza wewnętrzna, czasem aktywująca się wojna płci przeplatana z momentami, w których przestaję grać rolę „tej silnej, która dźwignie wszystko”, i zaczynam wybierać siebie. Nawet jeśli druga strona musi spotkać się ze swoją bezradnością. Moja siła nie może iść w kojenie bezradności, bo bezradność przecież uczy pokory, redefinicji i jest SZANSĄ na wzrost. Nie mogę tego blokować, nawet, jeśli to płynie u mnie z dobrego miejsca.

Kiedy oboje przestajemy udowadniać, zaczyna się prawdziwa obecność.

A obecność jest bardziej erotyczna i wartościowa, niż jakikolwiek wynik.
Bardziej stabilna niż jakakolwiek rola.
Zdecydowanie prawdziwa w stosunku do jakiegokolwiek „powinnam” i „powinienem”.

To jest miejsce, w którym dziś stoję. Nie w filozofii. W ciele.

To stąd zaczyna się dojrzała relacja ludzi autentycznych, którzy pozostawiają swoje maski teatru “zasługiwania” za drzwiami.

Pytania, które możesz zabrać ze sobą

  1. W jakich momentach w relacji czuję, że coś muszę udowodnić — swoją wartość, swoją siłę, swoją potrzebność? I co by się stało, gdybym przestał_a to robić?

  2. Gdzie w moim związku pojawia się napięcie między performowaniem a byciem? Czy potrafię rozpoznać, kiedy gram rolę zamiast być obecnym_cą?

  3. Czy moja miłość płynie z wolności, czy z lęku przed utratą pozycji, uwagi, znaczenia?

Jeśli któreś z tych pytań uwiera… to dobrze. To znaczy, że dotknęliśmy miejsca, które domaga się prawdy. Rozpoznaj role, jakie grasz i odsłoni się prawda, bo prawda zawsze prowadzi głębiej niż rola.

Jeśli czujesz, że poszukujesz dla siebie wsparcia na drodze budowy pięknej i autentycznej relacji, to pozostawiam tu zaproszenie do darmowej konsultacji. Na podstawie tego, jak bezpiecznie i ufnie będziesz się przy mnie czuć, podejmiesz decyzję o tym, czy wejść w głębszy proces przy mnie.

Tu znajdziesz link do wybrania spotkania: https://calendly.com/sabina_wolter_trp/spotkanie 

Mniamuśności i soczystości,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.