You are currently viewing 10 lat terapii w 7 zdaniach

10 lat terapii w 7 zdaniach

Nie potrzeba dekady na kozetce, żeby zacząć rozumieć, jak działa umysł. Wystarczy, że na początek przestaniemy go romantyzować i przekazywać tylko umysłowi całość zarządzania sobą. Bo to tutaj leży najczęstszy problem.

Umysł nie jest Twoim wrogiem, ale też nie jest Bogiem.

Dzisiaj chciałabym pisać raczej z perspektywy wielu lat prowadzenia procesów hipnoterapii. A hipnoterapia, to hybryda zarówno procesów hipnotycznych, jak i spotkań uzupełniających, gdzie się zwyczajnie rozmawia – jak na regularnej terapii.

O umyśle warto wiedzieć, że genialny system, który ma jedno zadanie: utrzymać Cię przy życiu i nie pchać do eksploracji i wzrostu, bo to ryzykowne.
A żeby to zrobić, codziennie powtarza to, co zna. Bo to, w kalkulacji wszystkich pozbieranych danych o Tobie i zapisanych w Twoim systemie nerwowym, wychodzi jako najbardziej oszczędne. Zmiana wymaga sporo kalorii, a przecież umysł zużywa prawie 1/4 z dziennego poboru!

1. Umysł nie szuka nowego. Umysł szuka znanego.

Nie interesuje go rozwój, tylko bezpieczeństwo.
To dlatego wybierasz to samo uczucie w nowym opakowaniu: podobnych ludzi, podobne konflikty, te same emocje w innej scenografii.
To nie pech. To neurologia.
I dopóki nie dasz mu nowych doświadczeń – będzie w kółko odtwarzał te, które uznał za „bezpieczne”. A często „bezpieczne” oznacza po prostu: znajome w bólu. 

I tu dodam, że piękno schematów polega na tym, że nie trzeba myśleć. Proces decyzyjny zajmuje czas i kosztuje myślenie, a to pożera te cenne kalorie (co dla umysłu nastawionego na przetrwanie jest KLUCZOWE). Dlatego właśnie żeby pożegnać jakieś schematy, to TRZEBA od razu wyrabiać nowe, bo ta przestrzeń nie może pozostać pusta.

2. Masz w sobie cały zarząd, nie jednego prezesa.

Subosobowości. Części. Głosy. Ta, co chce bliskości. Ta, co ucieka. Ta, co krzyczy, że nie zasługujesz.
Każda z nich ma rację w swoim kontekście.
Nie próbuj ich uciszyć — naucz się przewodniczyć. Bo w dorosłości nie chodzi o bycie „jednym”, a spójnym.
Chodzi o bycie świadomym, kto właśnie siedzi za kierownicą. Bo wierz mi, czasem ta część Ciebie, która jest potwornie zazdrosna i jakiej nie lubisz w sobie, tak naprawdę może być BARDZO przydatna w odpowiedz na to, co Cię INSPIRUJE. Okaże się od razu, że masz obraz czegoś, na czym Ci zależy i tę informację można wydobyć, po czym tę potrzebę dojrzale i zdrowo zapełnić. W czym pomocne są inne te części: np wewnętrzny dobry rodzic, mentor, wiedźma 🙂

3. Zmiana to nie objawienie. To trening.

Trochę to męczące, ale już się pogodziłam z tym, że codziennie obalam mit oświecenia: że przejrzymy na oczy i odtąd będzie wszystko inaczej. No nie. Nie wystarczy „zrozumieć”.
Musisz nauczyć układ nerwowy nowej reakcji.
To jest proces miareczkowania dobra: po trochu, często, z czujnością. Nie dlatego, że jesteś powolna.
Dlatego, że Twój układ potrzebuje się upewnić, że to nowe nie dociąży Cię jak to stare i że to nowe jest akurat bardziej odpowiednie.

4. Nie da się uleczyć przez analizę.

Rozumienie to etap, nie lekarstwo. Bo trauma nie siedzi w historii, tylko w ciele.
I dopóki nie pozwolisz ciału dokończyć reakcji, którą kiedyś musiało przerwać, umysł będzie pisał nowe wersje tej samej książki.

Terapie są super, bo pomagają nazwać rzeczy, ale to ciało przeżywa. Dlatego warto do procesów terapeutycznych włączyć ciało. I wierzcie mi – KAŻDEJ osobie, z jaką pracuję polecam techniki takiego rodzaju, pokazuję, zapraszam, demonstruję i część osób nigdy tego nie robi. Dlaczego? Bo to wymaga wyjścia z – a jakże – znanej traumy, a jak coś jest znane, to tu przetrwam.

5. Nie każda emocja jest prawdą. Ale każda jest informacją.

Nie chodzi o to, żeby brać to, co mówi emocja za pewnik. Ale masz ją wysłuchać. Bo emocje to unikalny język ciała.
A ciało nie kłamie — ono tylko mówi z poziomu, na który umysł jeszcze nie ma słów. Dlatego rozkodowanie i nazwanie emocji jest takie ważne. Każda NIEDOKOŃCZONA relacja emocjonalna – choćby przez próby przegadania ich – kończy się zapisem w ciele o nieprzeżyciu i, w efekcie, z wzmocnionym schematem postępowania wobec tej emocji.

6. Wewnętrzny krytyk to tylko strażnik więzienia, w którym kiedyś byłaś bezpieczna.

Nie próbuj go zabić, bo to bez sensu On w jakiś sposób dostał taką rolę – uwaga – od Ciebie. Można go wysłuchać, można mu nadać nową rolę, bardziej wspierającą. Mój krytyk pracuje dla mnie fantastycznie, bo mnie zwyczajnie przestrzega przed tym, bym nie robiła głupot, ale dawniej po prostu bronił mi życia. Niemniej, gdy pojęłam, że robił to na moje życzenie, ponieważ się kiedyś mocno przelękłam i nigdy tej emocji nie wypuściłam (patrz: punkt 4 i 5), to ten krytyk mnie zatrzymywał przed życiem. 
Tylko pokaż mu, że mur już nie jest potrzebny i że ma Cię wspierać. I to JEST możliwe i w tysiącach już procesów hipnoz przechodziłam przez prowadzenie nadania takiej właśnie nowej, dobrej roli dla tego zasobu.

7. Nie zrobisz rewolucji w życiu, jeśli boisz się czucia w ciele.

Rozkosz jest dowodem, że energia żyje. I to właśnie jej boimy się najbardziej — bo to ona zmienia wszystko. Nie ból, nie cierpienie. Rozkosz.

System nerwowy koduje sobie skrajnie przyjemne doznania znacznie silniej, niż te skrajnie nieprzyjemne. A utarte ścieżki przeżywania (schematy – patrz: punt 1), NIE CHCĄ zmian i poniekąd wiedzą doskonale, że tu będzie coś silniejszego i większego, więc jeśli skrajna przyjemność jest jeszcze silniejsza, a w dodatku nieznana, to jest… niebezpieczna.

A prawda jest taka, że to właśnie przyjmowanie przyjemności koi i leczy najbardziej.

Zawsze powtarzam: ciało jest wehikułem do doświadczania.
W nim odbywają się wszystkie eksperymenty: myśli, przekonań, decyzji, wspomnień.
Jeśli chcesz poznać swoje życie — dotknij swojego ciała.
Bo tam są wszystkie protokoły. I lata terapii mogą trwać kilka miesięcy. Naprawdę.

Z miłością,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.