Śmierć związku nie zawsze przychodzi nagle, jak piorun z nieba.
Nie zawsze jest „tą jedną zdradą”, po której już nie ma powrotu.
Częściej to śmierć przez tysiąc małych cięć.
Powolna agonia poprzez mikrourazy, które z czasem stają się niewidzialnymi gwoździami do trumny relacji.
Tak właśnie działają mikro-zdrady.
Każdy związek potrzebuje własnych, jasno wypowiedzianych ustaleń: czym jest dla nas lojalność? Wierność? Relacja? Seks? Pożądanie? Bliskość?
Bo to, co kultura pokazuje jako zdradę – nagłe, dramatyczne, filmowe „przyłapanie” – to tylko fasada.
W międzyczasie mnóstwo par porusza się w szarej strefie, gdzie niby nic się nie dzieje, a tak naprawdę powoli podcina się korzenie.
Mikro-zdrady w praktyce:
1. Dzielisz emocje z kimś innym, zamiast z partnerem.
Te same uczucia, wglądy, detale dnia, które miały być dla waszej intymności – oddajesz na zewnątrz. Możesz sobie tłumaczyć, że ‘on/-a nie ma czasu’, lub ‘on-a tego i tak nie wysłucha’, ale pytanie raczej brzmi: na ile stawiasz na komunikację, w której wyrazisz swoją potrzebę bycia widzianą/-ym i wysłuchaną/-ym? Nie wierzę, że nie ma czasu, bo czas się ROBI. Nie wierzę, że ona/on tego nie wysłucha, jeśli nie będzie to poprzedzone wzajemnym zobowiązaniem do dbałości o bliskość i chęci bycia w relacji wspierającej i karmiącej.
2. Ukrywasz kontakt w telefonie pod innym zdjęciem lub/i imieniem i nazwiskiem.
Jeśli trzeba kłamać, to znaczy, że już się odcinasz od więzi, w której jesteś. Nie ma wyraźniejszego i bardziej niepokojącego sygnału od tego!
3. Zanurzasz się w profilach innych osób w SM.
Scrollujesz, lajkujesz, robisz screeny, podtrzymujesz wirtualny flirt. Nie ma znaczenia, czy doszło do fizyczności. Energetycznie – to już jest zdrada.
4. Flirtujesz pod przykrywką „przyjaźni” albo „żartów”.
Jeśli nie mówisz tego samego swojemu bratu czy przyjaciółce z podstawówki, to nie są żarty. To jest gra, którą racjonalizujesz. Ponadto, żarty są żartami, gdy wszyscy się z nich śmieją.
5. Kasujesz wiadomości.
Bo wiesz, że partner/ka by się niepokoił. Jeśli musisz usuwać ślady – to znaczy, że coś w Tobie wie, iż przekraczasz granice. I nie ma znaczenia, czym sobie to tłumaczysz. Szukając usprawiedliwienia takiego postępowania możesz zwyczajnie unikać przeżycia winy, która tak naprawdę jest niczym innym, jak sygnałem do wzięcia odpowiedzialności.
6. Nie mówisz prawdy, bo boisz się zranić.
To najsubtelniejsze, ale najbardziej zabójcze. Boisz się, że ktoś poczuje smutek – więc zamiast szczerości karmisz iluzję. A za 5, 15, 20 lat wybuchnie ona jak granat: „Nie kocham cię od lat, wszystko było fasadą”. No było, ale kto ją wzmacniał? Powiem wprost i wyrażę tu opinię: to od tego właśnie się zdrada zaczyna. Niewierność prawdzie przekłada się na niewierność emocjonalną, duchową i, w efekcie, fizyczną. Czy naprawdę nie chcesz kogoś zranić, czy raczej Twoje ego nie chce dźwignąć, że może być odpowiedzialne na chwilową nieprzyjemność? Na pewno chodzi o dobro drugiej osoby, czy może niechęć do wyrazu czegoś niewygodnego?
Big news:
Związki NIE SĄ i nie mają być “wygodne”. Mają być bezpiecznie, ale nie można mylić bezpieczeństwa z wygodą. Spójrz na relacje swoich rodziców – czy ona była prawdziwa, szczera, czy była tam czułość, bliskość i miłość szczególnie w trudniejszych momentach? Czy z kolei były awantury, lub karanie nieznośną ciszą, która była – a jakże – mylona ze spokojem? Bo to nie jest bezpieczeństwo, to jest karmienie procesu umierania. Trochę jak pompowanie świeżej krwi do trupa.
Kiedy robię sobie rachunek sumienia, odpowiedź jest dla mnie prosta.
Stawiamy z Ukochanym na to, by co parę miesięcy zrobić sobie reality check. Wolę usłyszeć coś, co zaboli moje ego – niż doprowadzić do tego, że nasze dusze oddalą się od siebie nieodwracalnie. On prezentuje sobą dokładnie to samo.
I nie – my tacy nie byliśmy, gdy się poznaliśmy, ale dajemy się takimi STAWAĆ i POZOSTAWAĆ.
Bo związek to nie dekoracja. Związek to nie fasada, żeby było „co powiedzieć ludziom”.
Związek jest przestrzenią wzrastania. Żywą strukturą, którą trzeba aktualizować – jak system, który potrzebuje nowej wersji, by działać lepiej.
Być w związku z kimś, to być z tą osobą, a nie z lęku przed byciem samą/samemu. Nie traktujmy drugiego człowieka jako plasterek na siebie. Jeśli naprawdę z kimś jesteś, bo boisz się być sama/sam, to przynajmniej jej/jemu to powiedz i niech ona/on ma przestrzeń i wolność do zadecydowania, czy chce być w roli dopełniacza.
I to dla mnie jest lojalność.
Nie udawanie, nie przemilczanie, nie zakopywanie prawdy pod dywan. Ale wybór, by być wobec siebie nawzajem szczerym.
By dawać przestrzeń, gdzie ego się czasem obrazi – ale dusze dzięki czemu mogą się spotkać.
I tu moje zaproszenie do Ciebie:
Zatrzymaj się na chwilę i spójrz na swoją relację.
Czy pielęgnujesz więź, czy powoli tniesz ją tysiącem drobnych ciosów?
Czy Twoje codzienne wybory wzmacniają bliskość – czy karmią szarą strefę niedopowiedzeń?
Bo związek nie umiera od jednej zdrady.
Związek umiera od wszystkiego, czego nie mieliśmy odwagi powiedzieć.
Jeśli czujesz, że Twoja relacja woła o odświeżenie i naprawdę tego pragniesz – i Ty i Twoja ukochana osoba, to spotkajcie się ze mną. Moje procesy dla par wnoszą dla związków głębokie wglądy i zmiany ku temu, by miłość była żywa, a związek karmiący. Można się tego nauczyć i można to zrobić z wielką swobodą. Uprzedzę jednak lojalnie: to wymaga konfrontacji z wygodą obecnego stanu, więc jeśli Twoją wartością jest wygoda, to rozwoju się z tym nie pogodzi.
Z miłością,
Sabina