You are currently viewing To jeszcze duchowość, czy już pospolita duchowatość?

To jeszcze duchowość, czy już pospolita duchowatość?

Duchowość może odcinać od ukochanej osoby.

Jest taki moment w rozwoju, który wygląda jak oświecenie, a jest tylko nową pułapką.

Widziałam to setki razy u osób, z którymi pracuję. I… w sobie też. Bo przecież nie wychodzimy ze schematów raz na zawsze. Tylko uczymy się je rozpoznawać szybciej, łagodniej, z większą uważnością.

Ten list jest o tych, którzy „już wiedzą”, “już rozumieją”, “już widzą”. I tak w tym wiedzeniu, rozumieniu i widzeniu mówią czasem z pobłażliwym tonem:

– wszystko jest lustrem.
– nikt nie może Ci nic zrobić, a jak tak – jesteś ofiarą.
– to nie on Cię rani, tylko Twoje rany się uruchamiają.
– wibracja przyciąga wibrację.
– seks to energia, a nie ciało.
– masz pracę do zrobienia ze swoim wewnętrznym dzieckiem.

Tak, wszystko to prawda. I, ze wstydem przyznaję – też tak postępowałam, z pozycji arogancji. Ale kiedy zaczynasz tej prawdy używać jako miecza – a nie jako mostu porozumienia – stajesz się bardziej oddzielony niż byłeś wcześniej. Tyle że teraz jesteś przekonany, że to nie Ty. Że Ty już jesteś „ponad tym”. Bo już “przepracowane”.

A w międzyczasie…

A w międzyczasie… ktoś, kogo kochasz, patrzy na Ciebie i nie czuje Cię w ogóle.

Bo jesteś „obserwatorem”, nie człowiekiem.
Bo „nie utożsamiasz się”, więc i nie reagujesz.
Bo już się „uwolniłaś”, więc nie widzisz, że jesteś obok.

Duchowa wyższość to wciąż wyższość. A wyższość nie buduje więzi. Buduje dystans.

Czasem duchowość robi z nas zimnych. Albo nieprzeniknionych. Albo kompletnie nieczytelnych.
Zwłaszcza gdy jesteśmy w relacji z osobą, która nie potrzebuje naszej czystości, tylko naszej obecności.

Ona nie chce wiedzieć, że „jej emocje to tylko projekcja przeszłości”. Ona chce, żebyś poczuł, co ona czuje.
On nie potrzebuje, żebyś mu mówiła, że „męskość to energia świadomości”. On potrzebuje zobaczyć Twoje oczy, w których nie ma pogardy, tylko zaproszenie.

A tymczasem my – duchowi, uwolnieni z traum, świadomi – często jesteśmy ciut za bardzo z siebie dumni, żeby zejść z wieży zrozumienia i dotknąć własnego człowieczeństwa.

A przecież prawdziwa duchowość zaczyna się tam, gdzie kończy się intelektualizowanie siebie.

Widziałam...

Widziałam tak wielu Mężczyzn, którzy mówią:
„Nie mogę być odpowiedzialny za jej emocje” –
…ale w głębi nie widzą, że tym samym mówią: „Nie chcę czuć konsekwencji mojej nieobecności.”

Widziałam też Kobiety, które mówią:
„To nie jego wina, że ja tak się czuję” –
…ale w głębi zakładają maskę i gaszą siebie, żeby nie wyjść na „niedojrzałe”.

I wtedy seks, dotyk, czułość, rozmowa, wszystko – staje się jakby martwe. Jakbyśmy patrzyli na siebie przez szybę.

Dlatego ten list to zaproszenie.
Nie do pracy nad sobą, a do bycia przy kimś.

Nie do „wyższej świadomości”, a do obecności, która nie wymaga żadnej definicji.

Nie musisz się zmieniać. Ale możesz się… zbliżyć.

Z miłością,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.