You are currently viewing WYBACZANIE – kiedy jest to akt najwyższej arogancji i nie ma nic wspólnego z autentycznym wybaczeniem

WYBACZANIE – kiedy jest to akt najwyższej arogancji i nie ma nic wspólnego z autentycznym wybaczeniem

“Czy wybaczyłeś mi coś, o czym mi nie mówiłeś?”
Spytałam ukochanego, a on – totalnie bez wahania – odpowiedział, że TAK.
 
Z miejsca się fkurviłam i dopytałam, co to było.
Podał sytuację, która nas obojga dotyczyła, którą też pamiętam i która mnie mega zdziwiła.
On, na to, że się wściekam i mu o tym mówię, sam się dziwi. 

OK, to teraz rozbiorę to na czynniki pierwsze.

Podał sytuację i z miejsca oboje, będąc w takim momencie, ustaliliśmy, że decyzja o tym, co z tą sytuacją zrobimy, jest nasza wspólna i wszelkie jakieś kwasy z tego tytułu mamy sobie po prostu powiedzieć, żeby nie wisiały między nami. Bo wiecie, życie czasem tak robi, że trzeba kompromisów.
A ja nie cierpię kompromisów, bo zawsze one oznaczają, że dwie strony będą niezadowolone z czegoś, więc jeśli życie kompromisów wymaga – to trzeba po dorosłemu to przejść.
Po dorosłemu, czyli: powiedzieć sobie, co za emocje to wzbudza, jaką dla siebie cenę się w tym ponosi i złapać kontakt ze swoimi potrzebami, które z pewnością powstaną po zaczerpnięciu z naładowanych baterii na tę okoliczność.

Takie mamy ustalenia w małżeństwie i strzegę tego jak Cerber Hadesu 🙂

A tu taka niespodzianka! Żebym nie spytała, to nie miałabym w ogóle od niego informacji nie tylko o koszcie, jaki poniósł, ale też projekcji, jaka na mnie padła!
A mi tak coś niezupełnie ostatnio grało między nami, coś tu jakoś w przepływie miłości chwilami słabiej… Jako, że jednym z najważniejszych języków miłości dla mnie jest naprawa, to zaczęłam szukać tych mikro wycieków energii, żeby to ogarnąć zawczasu. Wszystko wszystkim, ale związki nie mają drenować, tylko wzmacniać i dawać przestrzeń do bezpiecznej przystani w życiu i do wzrostu.
No to rozmawiamy i okazuje się, że po jego stronie nie było tej części pracy domowej i coś tam przemilczał, coś sobie zachował.
To teraz tak: ZAWSZE takie przemilczenie idzie z ładnego założenia. Żeby nie obciążać bardziej, bośmy oboje zmęczeni tym cyrkiem. Może, żeby zatrzymać to, bo “ja silny, ja to uniosę” (pozdrawiam wszystkich dorosłych, którzy wyrośli z małych bohaterów i ratowników). Może, żeby nie pokazywać jakiejś swojej słabości.
To jest ładne założenie.
Ale zawsze z ładnym idzie to drugie. To nieładne. A tego nam umysł broni, bo całej prawdy nie lubi. Pamiętajcie, że zadaniem ego jest utrzymać wizerunek osoby DOBREJ. A tu, pod spodem ładnej historii ciągnie się cień: nie, żeby nie obciążać, ale bo WĄTPIĘ, że Ty masz to, czego trzeba. Nie, że “ja silny”, tylko “już wydałem osąd nad Tobą, żeś słaba, to ja tu wezmę na siebie, a ty mi dziękuj”. Nie “obawiam się swojej słabości”, a “przerzucę na ciebie moją słabość, w Tobie wolę ją sobie oglądać, mnie ona niewygodna, niechciana, na ciebie ją wrzucę”.

I na koniec... "wybaczę Ci to".

Z wybaczeniem to jest tak, że to jest akt zwrotu wolności. To NIE jest przyznanie racji tej osobie, która zachowała się nie fair, ani potwierdzenie zachowania takiej osoby, jako słuszne.
Wybaczenie, to akt zrozumienia, że było, jak było, ale jeśli JA chowam urazę do Ciebie, to tak naprawdę trzymam Cię w uwiązaniu do siebie i domagam się zwrotu, zemsty, wyrównania, sprawiedliwości, władzy.
 
Dobrze, że mój mąż wie, że ze mną nie ma lekkich rozmów zawsze, że nie tylko z dzióbków sobie jemy, ale też są miejsca, w których wywołuję jakieś wiszące w naszej dynamice rzeczy do tablicy, by poznać w całości te historie i oczyszczać się z nich na bieżąco. Bo one wtedy, z uwolnioną energią, jaka tam była w stagnacji, dają bliskość i… ogrom ekstazy.
 
Jak myśmy to przeszli – już mówię! Otóż Najdroższy mój przyznał, że coś tam przemilczał i uznał, że bierze na siebie, po czym miał sobie takie myśli, że mi to wybacza. Ale, gdy nazwałam to ze swojej perspektywy: nie wiedziałam, że to robisz i nie prosiłam Cię o to i przede wszystkim – zagarnąłeś moją wolność do podjęcia decyzji i pobawiłeś się trochę w jakiegoś boga w tym miejscu i, na sam koniec, nie powiedziałeś mi o tym po fakcie, nie przedstawiłeś tego do czasu aż sama zapytałam, bo czułam, że coś tam między nami wisi.
 
Okazało się, że to nie ja mam dziękować, a on przeprosić. Cóż.. teraz to on był fkurviony 😀
Ale po chwili refleksji, jednak się okazało, że obraz wzbogacony też o moją perspektywę, jednak trochę zmienia jego postrzeganie.

I na tym właśnie polega dojrzałość emocjonalna...

I na tym właśnie polega dojrzałość emocjonalna: na przyjęciu, że oboje mamy wpływ i że ten wpływ MUSI być objęty odpowiedzialnością za niego, ale też na tym, że więź w dojrzałeś emocjonalnie relacji nie więzi, tylko uwalnia. I tę wolność trzeba pielęgnować jako najważniejszą. Ludzie w dojrzałych relacjach się świadomie wybierają na podstawie tego, jak jasno potrafią się pokazać z tym, co mają w sobie i jak najprzejrzyściej określić, czego szukają w drugiej osobie.
 
Widzicie, cała ta sytuacja (a tak dla jasności: to pierdoła była, a nie jakieś zagrożenie życia, czy potężny kryzys tożsamościowy), to ona pokazała dla mojego ukochanego, gdzie on ma jakieś swoje nieukochane części w sobie i jakie projekcje potrafi stworzyć i narzucić. TO właśnie go fkurwiło. Nie ja, a to, że sam nie pielęgnował w sobie wolności, więc zabrał ją mnie, beze mnie świadomej tego. A to już zwykła manipulacja. 
 
Ostatecznie, nie chodzi o to, żeby w relacji było zawsze miło, a o to, żeby było prawdziwie. O ILE – a to ważne – prawda jest wartością, jaką wyznajecie za ważną dla Was. Jeśli nie, i wciąż macie jasność w sobie, że np nie mówicie sobie prawdy i wciąż decydujecie się na relację, to przynajmniej jest to klarowne. Ale, tak osobiście, ja bym nie mogła być kompatybilna z kimś takim 😛
Soczystości Kochani!
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.