You are currently viewing 2 lata temu napisałam sobie cele noworoczne…

2 lata temu napisałam sobie cele noworoczne…

2 lata temu napisałam sobie cele noworoczne – jak co roku zresztą. Robiłam to już tyle lat i dumnam była, że większość z nich zawsze mogłam 31 grudnia odhaczyć, a tylko część przepisać.
 
Zrezygnowałam z tego zupełnie w tym roku. Przyczyny…? Przestałam już planować, już nie czuję w ogóle tego, wypaliło się dla mnie.
Z jednej strony czułam, jak gdybym się zdradzała, nie dotrzymywała danego sobie słowa. Z drugiej strony była pustka. Taka mało przyjemna pustka związana z wolnością i odpowiedzialnością za nią. Bo oto jedyne, co sobie postanowiłam na 2025, to był wierną sobie i swojej intuicji.

Pierwsze pół roku, to była... katastrofa.

Wszystko się przewróciło do góry nogami. Naprawdę nie było mi łatwo. Mam wrażenie, że jak teraz na to patrzę, to potrzebowałam tak popękać, żeby pozwolić nowej jakości się w siebie wlać, miłości pozwolić płynąć, postawić na zaufanie w czynie, a nie tylko w słowie i odczuciu.
 
To nie znaczy, że byłam jakaś pasywna, bynajmniej. Cały mój czas się wypełnił i to kompletnie, wszystko układało się jak tetris, by w końcu był dla mnie widoczny większy obraz. I dla mnie, to jest wartościowe.
 
Zmieniłam dużo. Nie są to zmiany widoczne, są moje. Poukładam wszystko, co tego wymagało. Więc już nie więcej, szybciej, dalej, a głębiej. Gdybym mogła do czegoś to porównać, to mam wrażenie, że siałam w poprzednich latach, a teraz dbam o zakorzenianie i o to, bym wkrótce – przyszły owoce.

Te 2 lata temu obiecałam, że napiszę książkę.

Zaczęłam to nawet robić, miałam już naprawdę solidny plik tekstowy, który sprawdzałam co tydzień pod kątem jakichkolwiek niespójności i błędów. Sama go redagowałam, dodawałam, odejmowałam, gdzie coś nie pasowało…
W sierpniu ubiegłego roku, gdy byłam na treningu nauczycielskim w Tantra Essence, Sarita spojrzała mi w oczy i powiedziała, że jeśli piszę książkę, to dobrze, żebym ją wydała. I ja wtedy, patrząc jej w oczy, obiecałam, że to zrobię w ciągu roku.
 
Natchniona, jeszcze z obietnicą przy Saricie, wróciłam końcem września 2024 do domu i..
I dupa blada, bo zero inspiracji.
Do tego stopnia, że te swoje wypociny skasowałam szybkim ‘delete’.
 
Szykowałam się w sierpniu do wyjazdu na ostatni etap szkoleń i kminiłam sobie nawet w głowie: jeśli Sarita pamięta o tym, to mi wstyd będzie przecież potworny… OBIECAŁAM!!! No i co? I nic!
 
Ale… na kilkanaście dni przed wyjazdem, poczułam takie natchnienie, że omal nie zemdlałam. Usiadłam przy laptopie i nie wychodziłam nigdzie przez 13 godzin i… napisałam ją. Napisałam ten tekst!
 
Byłam tym oszołomiona, bo gdy ten tekst wypadał spod moich dłoni na ekran, to czułam, że jedyną moją rolą jest NIE PRZESZKADZAĆ i dbać o nawodnienie. Jak gdybym rodziła tę książkę. 

Skończyłam ją, po czym... Nie dowierzałam.

Jak to możliwe? Przecież to niebywałe – tyle tekstu, tyle historii, ćwiczeń tantrycznych i praktyk, zebranych w jeden spójny tekst w 13 godzin?! Niby znam te historie o magisterkach pisanych na kolanie i wysokich ocenach, ale to mnie jakoś kompletnie wybiło z rytmu. 
 
Potem zaczęłam wątpić… Nie, to jest zbyt odważne, za bardzo śmiałe, to nie na Polskę takie rzeczy.
Więc poszłam za intuicją i wysłałam parę kopii moim klientkom, które – i tu aż łezka się w oku kręci – tak ciepło przyjęły tę książkę, tak się wspaniale o niej wypowiedziały i pytały o wersję w druku…
 
Gdy niedługo później byłam w drodze do Indonezji na szkolenie, już byłam umówiona z drukarnią.
 
Ta książka, to bardzo ważny podręcznik praktyk z Tantry, ale nie jest to suchy opis ćwiczeń, tylko to, co mnie samą zmieniło na zawsze i służy w moich procesach z Klientkami i na warsztatach. Tu są żywe opisy i doświadczenia Kobiet, które użyczyły mi swojego głosu, by opisać ich własne przeżycia po wejściu w to, do czego zapraszam w tej książce.
Tu jest historia kobiecego ciała opowiedziana językiem swobodnym i pełnym czci zarazem.
Czułym i lubieżnym.
Boskim i samiczym.

Jeśli czujesz, że to z Tobą rezonuje...

Jeśli czujesz, że to z Tobą rezonuje, to będzie to dla mnie zaszczyt, jeśli kopia tej książki znajdzie miejsce w Twoich dłoniach, by jej treść stała się zaproszeniem do medytacji Twojego ciała.
Czuję się wciąż w niedowierzaniu, ale to chyba jest to coś, co łączy mnie z wieloma matkami nowo narodzonych dzieci… “To ze mnie takie coś na świat przyszło…? To ja to nosiłam…? To nowe życie teraz wychodzi do świata już samo…?”. Tak właśnie to czuję i jest we mnie wzrusz i jeszcze więcej wzruszu.
 
Przytulam,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.