You are currently viewing Jest taki FP na portalu Facebook: “Nie czytasz – nie idę z Tobą do łóżka”

Jest taki FP na portalu Facebook: “Nie czytasz – nie idę z Tobą do łóżka”

Jest coś w książkach takiego, że bardzo wzbogacają. Każde słowo tworzy osobny obraz, u każdego inny. Kino po prostu pokazuje, książka wzbudza najpierw wyobrażenie.
Ostatnio wpadły mi w ręce: “Chłopki. Opowieść o naszych babkach” Joanny Kuciel-Frydryszak i “Rozkosz” Caro Bukowski.
Obie są tak skrajnie różne.
Obie mnie wgniotły w fotel.

„Chłopki” mnie rozniosły na atomy

“Chłopki” mnie rozniosły na atomy, gdy zdałam sobie sprawę, że wyrastam właśnie z takich kobiet. Niewidzialnych, tresowanych w poczuciu, że są zbędne, niepotrzebne, głupie. Że tylko do rodzenia i harówy w polu i wokół domu. Że inwentarz zawsze będzie ważniejszy, bo babę pan Bóg do siebie wezwie, to inną można znaleźć, ale krowę trza kupić, jak z nową babą nie przyjdzie. Że buty były ich największym marzeniem. Że jedzenie się uprawiało, ale nie jadło – z nim na plecach do miasta sprzedawać się szło po kilkadziesiąt km.
Wstrząsnęła mnie ta lektura. Ostatnio tak mnie wstrząsnęło, gdy czytałam “Głód” M. Caparrosa, a niedawno też “Przegrywa”. To ten sam kaliber ciosu od rzeczywistości. “Chłopki” dają głos tym, które cicho i dzielnie przeminęły. 
Uważam, że to jest ten rodzaj obrazu kobiecości, który wciąż w wielu kobietach siedzi i je niszczy. Silne, pokorne, wytrzymałe, w poczuciu powinności. Brzmi znajomo…? Jakże mogłoby być inaczej, skoro to ledwie 2 pokolenia wstecz. Nadal to takie żywe w nas wszystkich. I nie ma się co łudzić – większość z nas pochodzi z takich korzeni, a nie od szlachty. Choć miło jest tak pomyśleć.
Przykrym przemyśleniem, po lekturze tej książki, było to, gdy jechaliśmy z Mężem na kolację mijając “Karczmę Chłopską”. Z ciekawości sprawdziłam ich menu w necie. Żeberka na miodzie, kluski z mięsem w sosie śmietanowym, golonka z kapustą, kaczka z żurawiną… Nie. To nie jest “chłopskie”. To jest szlacheckie. Ale chłopskie brzmi tak jakoś swojsko, tradycyjnie, prawda…?

Z drugiej strony jest „Rozkosz”

Z drugiej strony jest “Rozkosz” tajemniczej Caro Bukowski. Książka erotyczna, tak posypana pieprzem, że szok. Na okładce jest dopisek: “do czytania jedną ręką”. Autorka, w wywiadzie dla WO podaje, że zawsze ją ciekawiło, co się działo w literaturze, gdy bohaterowie ewidentnie mieli się ku sobie, zbliżali i zaczynali całować i rozdział się kończył. Bukowski mówi też, że to nieprawda, że nie mamy w języku polskim języka opisującego seks i rozkosz. Mamy i to przebogaty! Chodzi tylko o to, by go odczarować, nic więcej.
Chwilami występowały mi wypieki na twarzy, gdy czytałam “Rozkosz”. Z chichotem dwunastolatki czytałam fragmenty dzieła Mężowi i oboje się nakręcaliśmy. Byłam oszołomiona czułą wulgarnością tej książki i jej kolejnych opowieści. Frajda niesamowita!

Jakież to niesamowite…

Jakież to niesamowite, myślę sobie po lekturze obu książek, że wyznacznikiem ideału mężczyzny dla naszych babek było to, że ‘nie bije’, a dziś wychodzimy z relacji nie dlatego, że jesteśmy nieszczęśliwe, ale – jak zauważa E. Perel – dlatego, że możemy być szczęśliwsze. Że możemy chcieć rozkoszy, uczyć się jej, badać ją, otwierać na nią, pisać o niej i wskazywać, co nas kręci, a co nie. Że nasze relacje nie są już dla przetrwania od śmierci, ale dla przeżywania życia. Jak bardzo jeden wiek zmienił oblicze Kobiety… Ciekawam, jakie to wszystko będzie dla naszych wnuczków i wnuczek…?
Anyway, miamuśności i soczystości!
 
Całuję,

Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.