Tantra, to jedna z tych ścieżek duchowego rozwoju, która nie odpycha seksualności, a integruje ją jako potężny wymiar zasilającej mocy.
Duchowej mocy.
Zasadą nadrzędną jest to, że WSZYSTKO JEST ENERGIĄ. Energia, to ekstaza. A emocje, to energia WEWNĘTRZNA w ruchu (e-motion, motion = ruch). Więc w każdej emocji, fundamentem jest ekstaza.
Problem polega nie na tym, że czujemy “negatywne” emocje. To w ogóle jest jakaś zaSRAda myślowa, żeby kategoryzować emocje jako “negatywne” i “pozytywne”, bo one po prostu są i jedyne, co je różni pomiędzy sobą, to ułożenie w wykresie od niskiej do wysokiej intensywności odczuwania i skali przyjemności odczuwania oraz kontekstu relacyjnego. I to wszystko. Zatem: jeśli na skali intensywności stoję np. na poziomie 8 (zakładając, że 1, to mega słabe odczucie, a 10 ultra intensywne), a na skali przyjemności stoję np. na 2 (zakładając, że 1, to okrutnie nieprzyjemne i nie do zniesienia uczucie, a 10, to dosłownie rozsadzająca rozkosz), a kontekst relacyjny jest taki, że np. mój mąż może czuć pożądanie akurat nie do mnie, to może mierzę się akurat z zawiścią? Inny przykład: intensywne na 2, przyjemne na 10 i kontekst jest taki, że jestem akurat sama i po 2-godzinnej praktyce samomiłosnej: może więc czuję spełnienie?
Nie jest tak ważne, żeby je nazywać, ważne jest słuchać ich intensywności, skali przyjemności odczuwania i kontekstów, w jakich się pojawiają.
Po to, by – uwaga – przepuszczać je przez siebie i zasilać się ładunkiem energii, jaki niosą.
To daje TANTRA
Gdy energię emocji pozwalasz przepuścić przez siebie, a więc nazwać, wyrazić, przeżyć, określić i oddać (uwalniając ich ładunek), to ciało się odżywia, odmładza, szybko regeneruje, puszcza ładunki starych traum.
Czuje.
Wie, co jest przyjemne, a co nie.
Odróżnia odczucia w zakresie tego, jak to przyjemne, bądź nieprzyjemne jest.
Odróżnia stopień intensywności, bądź zrelaksowania odczuć.
Uczy Cię, co dla Ciebie jest dobre. Uczy, w jakich warunkach masz przestrzeń na wzrost, rozwój i ekspansję, a w jakich na spowolnienie, wycofanie, opiekę, regenerację.
Wie, co jest przyjemne, a co nie.
Odróżnia odczucia w zakresie tego, jak to przyjemne, bądź nieprzyjemne jest.
Odróżnia stopień intensywności, bądź zrelaksowania odczuć.
Uczy Cię, co dla Ciebie jest dobre. Uczy, w jakich warunkach masz przestrzeń na wzrost, rozwój i ekspansję, a w jakich na spowolnienie, wycofanie, opiekę, regenerację.
O ile…
Energii emocji się nie zajada, nie zapija, nie tłumi używkami, byciem ratowniczką, bohaterką, kontrolerką, menadżerką życia, zakupami, fałszywymi aktami “zajmowania się swoimi potrzebami” (a tak naprawdę myleniem potrzeby z chceniem). To ostatnie bywa szczególnie mylne, bo o ile fitness, medytacje, pójścia na SPA mogą być aktem miłości do siebie, to bywają często emocjonalno-duchowym bypassem, dzięki któremu zaczynami lepiej tolerować i uczyć się znoszenia tego, co tak naprawdę… niszczy.
I na hooy takie coś wtedy, jeśli to tylko spycha ze świadomego pola widzenia, jedynego, gdzie można to przepuścić przez siebie, a w jedyną przestrzeń, jaka się bronić przed tym nie może: w ciało…?
Energii emocji się nie zajada, nie zapija, nie tłumi używkami, byciem ratowniczką, bohaterką, kontrolerką, menadżerką życia, zakupami, fałszywymi aktami “zajmowania się swoimi potrzebami” (a tak naprawdę myleniem potrzeby z chceniem). To ostatnie bywa szczególnie mylne, bo o ile fitness, medytacje, pójścia na SPA mogą być aktem miłości do siebie, to bywają często emocjonalno-duchowym bypassem, dzięki któremu zaczynami lepiej tolerować i uczyć się znoszenia tego, co tak naprawdę… niszczy.
I na hooy takie coś wtedy, jeśli to tylko spycha ze świadomego pola widzenia, jedynego, gdzie można to przepuścić przez siebie, a w jedyną przestrzeń, jaka się bronić przed tym nie może: w ciało…?
Ciało czuje.
Wie.
Potrafi.
Kocha.
Wie.
Potrafi.
Kocha.
Ciągle chce ruchu (nie zastoju!).
Niczego nie wyprze.
Niczego nie wyprze.
Ale nasze umysły...
Ale nasze umysły… one są nastawione na TEORIĘ przyjemności, ale w praktyce: na jak najdalsze odsuwanie się od prawdziwości odczuć i bólu.
Bólu, który jest tylko chwilowym wrażeniem, jeśli się go przepuści.
Unikanie wyrazu bólu prowadzi do cierpienia.
Nie ból. Unikanie go.
Ciało z radością by go puściło.
Nie ból. Unikanie go.
Ciało z radością by go puściło.
I tak pięknie otworzyło, rozluźniło, zrzuciło kilogramy wypartych traum, odetchnęło, soczyście się rozwinęło, mniamuśnie złagodziło…
O ile przestaniemy je traktować jak worek na śmieci.
O ile przestaniemy je traktować jak worek na śmieci.
Czerpanie z emocji otwiera bramy do rozkoszy. Serio. Są możliwe takie orgazmy, jak smutkorgazm, płaczorgazm, śmiechorgazm, złorgazm (ten jest na serio silny!), a nawet: nudorgazm 🙂
Tantra daje narzędzia do czerpania
Przede wszystkim poprzez obecność, uważność, połączenie, ruch, oddech, wzrok. W pełnym zaangażowaniu i obecności. Nie dla naprawiania i nie dla celu, czyli orgazmu, ale dla bycia przy tym, dla przepuszczenia przez siebie, czego EFEKTEM są własnie takie odczucia. Odczucia, które są dalece inne od samych genitalnych wrażeń. Nie. One są całocielesne, lub w rejonach ciała, w jakich byś się tego nie spodziewała: w gardle, w splocie słonecznym, nad łonem, w rękach i nogach, “dookoła” ciała.
Zapisz się na moje warsztaty tantryczne online dla Kobiet i w ciągu 12 tygodni dam Ci narzędzia i otoczę Cię opieką, gdy będziesz ich próbować razem ze swoimi Siostrami. Link tutaj: https://sabinawolter.pl/rozkochana-w-rozkoszy-warsztaty-kobiece/
Nie ma na co czekać Kochana. Czytasz to, więc coś Cię tu przyciągnęło. Pokuszę się nawet o to, że Twoją uwagę tutaj zwróciła ta wersja Ciebie, jaka właśnie do Ciebie mówi poprzez moje słowa.
Ja też tam byłam, też mnie pociągnęło coś takiego i też poprzez słowa kogoś, kto już był trochę dalej ode mnie. I też nie rozumiałam, ale już poczułam, że coś tu się święci 🙂 I ooooch… ależ się uświęciło!
Z miłością,
Sabina