You are currently viewing Książki Mantaka Chia

Książki Mantaka Chia

Książki Mantaka Chia, to niesamowity prezent dla świata zachodniego. Nikt wcześniej tak przystępnie i na taką skalę nie wprowadza zasad korzystania z praktyk tao w seksie, jak on. Żeby posiąść taką wiedzę, trzeba było szukać mistrzów.

A tu – voila! – podane na tacy i gotowe do ćwiczeń.

Co dała mi osobiście lektura obu tych pozycji...?

Po pierwsze: o ile uwielbiam ćwiczenia mięśni dna miednicy, uwielbiam cieszyć się mocarnością mojej cipki i tym, jak to wpływa na jakość (nie tylko) moich doznań, jak mogę śmiało cieszyć się na soczystą dojrzałość i starość, to dodatkowo jeszcze dało mi to zrozumienie wszelkich punktów wewnątrz pochwy, których stymulacja, rewitalizuje całe ciało. Jońki pełne są punktów refleksologicznych, jakie połączone są z nerwem błędnym. Jakie to super jest wiedzieć i praktykować takie rzeczy!

Po drugie: świadomość swoich możliwości. Ja już wiem, że są rzeczy, których nie wiem i takie, które warto poćwiczyć. I wiem jednocześnie, że jako kobieta, która ma pochwę i wulwę, to mam jednocześnie super moc. Z mojej perspektywy to wciąż super moc, choć tak naprawdę to norma dla każdej posiadaczki cipki. Jak choćby: wilgotna lubrykacja na zawołanie, ejakulacja tryskająca na przeciwległą ścianę łóżka, umiejętność kurczenia i rozkurczania tylko wybranej części wnętrza joni. I to tylko parę z niesamowitych rzeczy, o jakich w szkole nie uczą, mamy nie przekażą, starsze siostry nie wiedzą i mężczyźni nas na to nie otworzą i nie pokażą LOL To jest po naszej, kobiecej stronie, żeby poznać nasze ciała i być ich świadomymi. I nigdy nie jest za późno. Moja najstarsza klientka, która zdecydowała się na ćwiczenia z joni, była już 10 lat po menopauzie i po paru tygodniach ćwiczeń była zachwycona tym, że jej bielizna robi się wilgotna od soków z jej jońki! Tak że da się.

Po trzecie: bliskość. Oooooch nie jestem w stanie nazwać tego, jak wdzięcznam za te praktyki. Seks jest niesamowity dzięki temu. Mężczyźni są zafascynowani jakąś “tajemnicą”, jaką emanuję, radością, jaka ze mnie bije i kobiecością, przy jakiej czują się mężczyznami. A ten, którego wybieram wciąż i codziennie, jest cyklicznie coraz głębiej zakochany we mnie. A ja w nim! Kobiety świadome swojego ciała, naprawdę dające sobie wzmacniające rytuały praktyk, które tylko pogłębiają tę więź, czują się blisko siebie i czują się mniamuśnie w swoich relacjach. A im więcej lat taka relacja trwa, tym bardziej to zakochanie się pogłębia. Wiem z doświadczenia i jako świadek takich więzi pośród moich klientek i klientów 🙂 Jak można tego nie docenić…?

Po czwarte: wskazówki. Jestem Kobietą, z Kobietami głównie pracuję, ale dzięki lekturze tych książek, mogę też doradzić Mężczyznom. Bo oni mają równie bogate ciała do eksploracji. Też mają swoje strefy G, też mogą dochodzić do rozkoszy poprzez pieszczoty sutków, mieć orgazmy energetycznie, cało-cielesne, wielokrotne, bezejakulacyjne. Każdemu mojemu Klientowi polecam “Mężczyznę Multiorgazmicznego”, bo na serio; mam wrażenie, że obecny stan wiedzy o anatomii i możliwościach facetów, zatrzymał się gdzieś na etapie typu “wiem, że mam penisa i go się łapie w rękę, albo wsadza w cipkę, odbyt, lub usta innej osoby i jak się zrobi fajnie i trysnę, to to jest seks i przyjemność”. Ta penisocentryczność jest NUDNA. I złudna. Wystarczy spojrzeć na statystyki i zobaczycie, że wśród par ludzi w wieku 55+, ponad 40% z nich nie uprawia seksu, a pośród nich, aż 67% nie uprawia seksu, bo mężczyzna tego odmawia (przytaczam dane podane przez E. Perel w wywiadzie dla S. Barletta). Przyczyna? Słaby wzwód, lub jego brak. No i wstyd w związku z tym. Często tak jest przez leki na depresję, cukrzycę, nadwagę i otyłość, nadciśnienie, etc. A penisocentryzm, w jakim żyjemy, wzmacniany przez pornografię i brak edukacji, sprawia, że mężczyźni swoją wartość przykleili tylko do penisa. Więc jak on nie działa, to wycofują się z seksu. A to może być nic innego, jak najwyraźniejsze zaproszenie do tego, żeby wreszcie odkryć cały swój potencjał i się go nauczyć, a nie korzystać z ledwie 2%!

Korzyści z edukacji

Jest wiele korzyści płynących z edukowania się w zakresie swoich ciał i ich możliwości. One mogą wówczas się nie starzeć, a dojrzewać do końca życia, by spokojnie i z wdzięcznością je puścić, gdy się już dopełni. Czy to nie brzmi lepiej, niż to, w co popularnie wierzymy i o czym z lękiem myślimy…?

W każdym razie, soczystości i mniamuśności Kochani!

Wasza,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.