You are currently viewing Dlaczego żyję w intymnej relacji z dwiema osobami?

Dlaczego żyję w intymnej relacji z dwiema osobami?

W marcu 2020 wyszłam za mąż.

To jest relacja, o której wielu ludzi wie i widzi ją.

Ale… jest jeszcze jedna.

A teraz w końcu mam odwagę o niej mówić.

Stawiałam go w cieniu…

Dotyczy człowieka, który nie był przeze mnie zauważany przez wiele, wiele lat. Stawiałam go w cieniu, był często w depresji, chciał się zabić, parę razy nawet próbował, nie lubił się, nie dawał sobie pomóc.

Był pozerem, potwornie udawał kogoś innego.

Potwornie mi go żal.

Pewnego dnia skontaktował się ze mną. Boleśnie.

Załamany, przepraszał za wszystkie lata tego, co robił sobie, co robił tym, którzy byli blisko niego. Prosił o wybaczenie. Powtarzał, że kocha mnie, że zaczyna kochać siebie, ale mu to nie idzie, że potrzebuje pomocy i obiecuje, OBIECUJE zacząć się kochać mądrze i dojrzale, bo jest w nim wola życia.

Zaczęliśmy się kochać…

Patrzyłam w te oczy i miłość wybuchła we mnie ogromna.

Obiecałam mu, że zawsze będę blisko.

Że jest cudem, taki, jaki jest.

Że ma swój talent do przekazania, ale musi zejść sobie z drogi. A ja mu w tym pomogę, o ile mi pozwoli. I sama go przeprosiłam za to, że ustawiłam go w cieniu.

Zaczęliśmy się kochać… ze łzami w oczach.

Ta ekstaza, która temu towarzyszyła...

To było doświadczenie boskości.

To nie był jakiś mężczyzna.

TYM CZŁOWIEKIEM BYŁAM I JESTEM JA SAMA.

Pokochałam się z każdą wersją siebie. A więc i tą – destrukcyjną.

Może to pompatyczne, ale gdybym nie pokochała siebie tak mocno, tak silnie, erotycznie, z uwielbieniem, gdybym nie podniosła moich standardów i progu tolerancji tak wysoko – żadna z relacji, jakie teraz buduję nie byłaby tak epicka.

Moje życie byłoby nadal ‘poprawne’; nadal tolerowalne, nadal na etacie, nadal średnie.

Moje serce nadal by płakało z myślą o tym, jak się krzywdzę przyzwalaniem na takie ciasne coś.

Moje małżeństwo tak wiele zyskało, tak bardzo się uniosło.

Jestem dumna z tego, bo tylko dzięki temu, jak wpuściłam do siebie Miłość, to Mężczyzna, którego wybrałam na męża, potrafi odważnie odzwierciedlić to, kim jestem i samemu przyjmować to samo.

Hojnie obdarowuję go taką samą Miłością, jaką darzę siebie.

On daje mi taką Miłość, jak ja jemu.

Jaka jest Twoja wersja zmartwychwstania?

TO ZAWSZE ZALEŻAŁO ODE MNIE.

Tak, jak to zależało ode mnie, tak samo zależy od Ciebie – Ty, którego/której oczy to czytają.

To jest moja wersja zmartwychwstania.

A jaka jest Twoja…?

Z miłością,

Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.