You are currently viewing Podzielę się dziś z Tobą tak osobistym zapisem doświadczenia, jak żadnym innym dla mnie.

Podzielę się dziś z Tobą tak osobistym zapisem doświadczenia, jak żadnym innym dla mnie.

Wstydliwym, przykrym w odczuciach i bardzo dołującym w przebiegu. 
Wewnątrz tej przestrzeni nie wiem, jaki będzie Twój odbiór, ale ufam bardzo, że pokazując się z tak ludzkiej i zarazem “słabej” strony poczujesz w sobie odrobinę więcej pozwolenia na to, że takie Twoje strony… też są ok.
 
Ufff… Wchech.. Puszczam to tutaj: https://youtu.be/3DI9XjnbwL8 
 
Wyyydech…
 
To jest wideo nagrane przeze mnie i to, co mnie w nim porusza najbardziej, gdy je oglądam kilka dni później, to to, że… zostałam w pełnym kontakcie z rzeczywistością, mimo że cierpiałam. Jest niepubliczne, więc tylko Ty je możesz zobaczyć.
 
Pamiętam, że kilka godzin tego dnia mówiłam sobie, że jestem przegrana.
 
Na wiele różnych sposobów. Bardzo przykrych. Nie będę przytaczać moich myśli krytycznych o sobie, ale hejt, jaki mam czasem w moich mediach jest dla mnie w porównaniu jak kaszka z mleczkiem od tego, co we mnie się wtedy aktywowało i ryczało mi w głowie.

A potem...

A potem… te argumenty się wyczerpały. I zaczęłam też zauważać inne.
 
Że daję sobie dobre jedzenie. Daję sobie trochę ruchu, słońca, kontaktu z naturą. Przytulam siebie. Biorę od męża tyle bliskości, ile jestem dziś w stanie przyjąć.
 
To nie są wielkie rzeczy. Ale to są rzeczywiste. Im ufam bardziej niż samym oskarżeniom.
 
Żaden sąd nie wydaje wyroku na postawie samego oskarżenia. Więc czemu miałabym TYLKO sobie nadawać takie wyższe prawo do umniejszania TYLKO sobie…? Niedorzeczne, prawda?
 
Najbardziej porusza mnie jednak coś innego… Nie uciekłam od tego, przechodziłam przez to w pełni.
 
Mam wrażenie, że to było skierowane nie tylko do przyszłej mnie. To było też odpowiedzią na coś, o czym rozmawiałam ze sobą wiele miesięcy wcześniej.
 
Pamiętam, jak często mówiłam, że chcę jak najszybciej wyjść z cierpienia… Że szukałam rozwiązania, które sprawi, że już nie będę wpadać w takie stany…
A tu, w środku jednego z nich, powiedziałam coś zupełnie innego: „Nie uciekam od tego.” To jest dopiero zmiana…

Cierpienie nie zniknęło.

Po prostu nie próbowałam tu udawać, że go nie ma.
 
Jest jeszcze jedno, co uważam za bardzo dojrzałe… to, że biorę od męża tyle bliskości, ile jestem dziś w stanie przyjąć.
 
To jest coś zupełnie innego niż przemoc na sobie wyrażana w: „muszę się całkowicie otworzyć”.
I zupełnie innego niż: „nie chcę od niego nic.”
 
To jest szanowanie swojej aktualnej pojemności.
 
A przecież właśnie o to prosiłam siebie kiedyś, żebym przypominała sobie – żeby nie przekraczać pojemności tylko dlatego, że wydaje mi się, iż “powinnam” móc więcej.
 
Nagrałam to wideo tylko po to, żeby przyszła Sabina mogła zaopiekować się tą Sabiną.
To jest bardzo piękny gest.
Nie perfekcyjny. Ani spektakularny. Użyteczny.
 
Nie używam tego nagrania jako dowodu, że już sobie poradziłam.
Używam go jako mostu.
 
Bo teraz oglądam je i myślę: „bogini… pamiętam ten dzień”. I teraz patrzę na to nie przez pryzmat tego, za jak słabą się oceniałam, tylko dlatego, że zostałam ze sobą wtedy, kiedy najłatwiej byłoby od siebie uciec.
 

I to, naprawdę jest warte zauważenia.

To jest jeden z najbardziej intymnych listów, jakie piszę. Do niczego tu Cię nie zapraszam, nie przekonuję, żadnych pytań do refleksji dla siebie nie zostawiam, bo… ich nie ma.
 
Podzieliłam się najbardziej delikatnym kawałkiem siebie, jaki zarejestrowałam i jedyne, co to ma na celu, to… może poczujesz, że nie jesteś sama/sam.
 
Z miłością,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.