You are currently viewing Jeśli narzekamy…

Jeśli narzekamy…

Jeśli narzekamy, to tu jest pole do zauważenia, że duuużo oczekujemy.
A oczekiwania, takie naprawdę już bolesne, to nic innego, jak niewyrażone i niespełnione potrzeby, jakich nie zaspokojono. W pierwszej kolejności: przez siebie.
*ujowo to potem rzutuje na relację.
Przy czym, co ważne, gdy nasze narzekanie płynie z tego, że ktoś złamał obietnicę wobec nas (lub my sami wobec siebie) – nazwaną, uzgodnioną i wypowiedzianą, to w tym wypadku, to jest uzasadnione i krytyka konstruktywna jest KONIECZNA.
Ale TYLKO w takim kontekście.

Najczęściej czegoś chcemy

Najczęściej czegoś chcemy, ale nie robimy roboty w tym, by to namierzyć, nazwać i nie komunikujemy się poprawnie w odniesieniu do własnych potrzeb, które potem narastają właśnie do oczekiwań.
PODŚWIADOMIE oczekiwaliśmy, a w efekcie braku pełnej świadomości –
– ile i czego oczekiwaliśmy
– i tego, że nigdy tego nie nazwaliśmy konkretnie,
– nie poprosiliśmy i nie zaprosiliśmy do spełniania potrzeb stojących za oczekiwaniem,
– nie uczymy się sami spełniać swoich potrzeb…
…cierpimy.
A jeśli narzekamy na siebie same/samych, krytykujemy się, źle oceniamy,
to…
… najpewniej NIE DOTRZYMUJEMY swoich własnych, małych i dużych obietnic danych sobie.
Myślimy sobie o jakichś naszych planach, zachciankach, chciejstwach większych (które KAŻDY ma), po czym… Nic z tym nie robimy. Ewentualnie coś tam o tym, co wymyśliliśmy powiemy i… na rozbudowanej myśli, potem zdawkowym słowie się kończy.
A potem rzeczywistość płynie obok na autopilocie, za wyraźnym NASZYM przyzwoleniem polegającym na braku działania zgodnego z naszym słowem i poprzedzającą go myślą.
Więc narzekamy na wszystko dookoła i na siebie i swoje zj*banie.

Potworna niespójność

Czuć w tej energii potworną niespójność, rozrzut na wszystkie kierunki:
 
  • na przeszłość, która była nie taka, jak miała być, bądź wyidealizowana do granic wyparcia,
  • na przyszłość, która nic tylko przestrasza, lub jest tak idylliczna, że aż wieje tu future faking
  • i na to przeklęte teraz, w którym nie umiemy być, bo nie jest przyjemne.
Po drugiej stronie narzekania jest czułe zaproszenie. Bardzo niedocenione. A ono woła o wzięcie odpowiedzialności za siebie i swoje działania i o przyjęcie tego, że nikt za nas tego życia nie przejdzie i czy nam się podoba, czy nie: kreujemy je w każdej chwili DOKŁADNIE według własnej woli.
Czy jesteśmy tej woli świadomi, czy nie.

Jak zbiera na narzekanie, to…

Dlatego, jak zbiera na narzekanie, to czas na autorefleksję: gdzie nie dopełniam swoich obietnic? Gdzie jakąś granicę wyznaczam, ale wciąż pozwalam ją w sobie naruszać? Gdzie obiecuję sobie, zobowiązuję się dla siebie, wymieniam, czego chcę i… porzucam to, nie daję sobie, nie zapewniam sobie, nie karmię się i oszukuję się? Jakie wnioski z odpowiedzi na te pytania ujawniam przed sobą? Czy to mi służy i czy chcę tego dalej? Jeśli nie służy i nie chcę tego, to CZEGO chcę? Do czego zatem, od teraz się zobowiązuję, a co płynie z tychże wniosków i oparte jest na działaniu zgodnym i spójnym z tymi aspektami: autorefleksją, wnioskami i zobowiązaniami? Czy widzę od teraz spójność pomiędzy tym, co myślę, co mówię i co robię, czy pozostaję w narracji, jaka usprawiedliwia moje nie-działanie, moje zaniedbania, lub moje pozwalanie na to, by mnie tak traktowano?
Zostawiam z przemyśleniami Kochani <3
 
Wasza,
Sabina 

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.