You are currently viewing Krytyka babskości

Krytyka babskości

W całym worku z napisem “kobiety”, są silne i niezależne bosski, są laski (takie dziewczynki w dorosłych ciałach kobiecych, bierne księżniczki, lub/i manipulantki), są mamuśki (czyli de facto też dziewczynki w dorosłych ciałach kobiecych, ale w wersji kontrolującej lub/i pasywno agresywnej), są poświęcające się męczennice i są Kobiety.
Kobieta, ta od wielkiej “K”, to spójna, dojrzała emocjonalnie istota w dorosłym kobiecym ciele, która zintegrowała siebie, swoje emocje, energię, seksualność, piękno, swoją prawdę, wizję życiową, pragnienia i potrafi się sobą zaopiekować i czerpać z paradoksów swojego istnienia, zamiast traktować je jak problemy do rozwiązania. Jest też naprawdę ogarnięta w relacje. Nic dziwnego – ma zajonistą relację ze sobą 😉

No, ale dziś o babskości bardziej

Kobiety ze spektakularnymi osiągnięciami, żyją w ciasnym gorsecie, który odbija cudze oczekiwania. Albo raczej: WYOBRAŻENIA kobiet o tych oczekiwaniach.
Te silne, niezależne takie. Zosie-samosie.
Zauważ, że piszę: kobiet. Nie “Kobiet”. Więc te babskowate są po prostu wyciągnięte teraz z worka “kobiety”.
Ej, byłam taka, to wiem, jakie to było.
Nie byłam szczęśliwa. Dokarmiałam się iluzją spełnienia, ale tak naprawdę tylko dokarmiałam swoje lęki egzystencjalne.
Jednym z przejawów takiej babskości, takiej niedojrzałości emocjonalnej i podłej, ukrytej manipulacyjności, jest ciagłe pomaganie, ciągłe wspieranie.
Bez pytania.
Czy zanim ruszysz z pomocą, wsparciem, ratunkiem i całą empatią, na jaką Cię stać, obowiązkowością i lojalnością – czy wtedy pytasz, czy możesz udzielić tej pomocy i wsparcia i DOPIERO gdy słyszysz “TAK”, to wtedy pomagasz?
Można teraz zadać kontrę: dobra Sabina, ale moja dwulatka nie będzie mnie pytać, czy mogę jej pomóc, ani ja jej. Jak dziecko płacze, to się nie zastanawiasz, to trzeba!
Pewnie, trzeba. Z dzieckiem trzeba.
Ale nie powinno się – i celowo używam powinnizmu, tego naładowanego negatywnie słowa kobiet “silnych, niezależnych” i “dążących do perfekcji” – powtórzę: nie powinno się traktować dorosłych dookoła jak dwulatków.
A tak ich traktujemy! Wybieramy za nich!

Robimy sobie krzywdę i im krzywdę

Nas to krzywdzi, bo (parafrazując G. Hartley), wykonujemy nieodpłatną, niewidzialną pracę dla komfortu i zadowolenia ludzi dookoła z całkowitym pominięciem nas samych.
Ich to krzywdzi, bo zatrzymuje ich w położeniu dziecka, które… nie musi stawać się dorosłym.
Same napędzamy to, czym jesteśmy już tak zmęczone.
Ale…
to, że kimś się przejmujemy, ratujemy ich, nie wyrażamy swoich potrzeb z obawy, że zrobimy kłopot, lub przykrość, to zapewniam: nie ma NIC wspólnego z empatią.
Wiecie, co to jest?
NASZE
wzwiedzione
nabrzmiałe
kobiece EGO.
Dodam: bo pozycja osoby, która coś daje – jakkolwiek szlachetną historię sobie do niej doczepimy (bo ja pomagam, bo na mnie można liczyć, bo ja potrafię, bo ja to uniosę, bo ja tak całe życie, etc.) – taka pozycja jest po prostu w energii WIĘKSZA. Większy daje, mały prosi i bierze.
Następnym razem może warto przemyśleć, czy takie (roz-)dawanie siebie (którym jesteśmy takie zmęczone), naprawdę wynika z miłości do kogoś, komu dajemy.
Czy może… z drugiej strony historii o dawaniu, czyli: z inwestowania w zwrot. W uzależnienie od siebie.
(tak, jak mama była współuzależniona…?)
Więc wybieramy być silne, niezależne.
“Mi łatwiej jest dawać, niż brać”, mówią kobiety.
A pozostaje nam potem chwalić się, która ma cięższe łańcuchy.
Brawo my i wzorce, jakie przekazujemy.

Całuję,

Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.