You are currently viewing Piszę ten list z warsztatów Izy Kopp

Piszę ten list z warsztatów Izy Kopp

Piszę ten list z warsztatów Izy Kopp, na jakie się zapisałam. I powiem Ci coś: nie mogłam się doczekać.
Nie dlatego, że się nudzę.
Nie dlatego, że „trzeba coś dla siebie zrobić”.

Tylko dlatego, że lubię się demontować.

A nawet czasem… dewastować. Poddać pięknej destrukcji. Najlepiej w seksie, bo tu ta transformacyjna moc jest największa. (Gdy podchodzi się do tego w kombinacji rytualnej świętości i dziecięcej zabawowości jednocześnie – tak, to jest możliwe 😉 )
Lubię, gdy ktoś potrafi mnie tak poprowadzić, że przestaję być Sabiną-Wszystko-Ogarniającą i staję się Kobietą, która też się boi, której coś drży w ciele, która ma ochotę krzyczeć i przytulić się do siebie jednocześnie.

Prawdziwy rozwój

Bo tak wygląda prawdziwy rozwój.
Nie na pokaz.
Nie „dla lajków”.
Nie z pozycji „ja już wiem”.

W rozwoju nie chodzi o to, żeby być dalej, ale żeby być bliżej i głębiej. Ciągle GŁĘBIEJ.

Dla mnie największym niepokojem w dzisiejszym świecie przewodnictwa duchowego, terapeutycznego, rozwojowego – jest to, że wielu przewodników nie ma już swoich przewodników.
I wtedy ego zaczyna się bawić w oświeconego.
A ciało – usycha.

To niebezpieczne.
Bo przewodnik, który nie karmi swojej duszy i ciała – będzie głodny.
A głodny człowiek nie poprowadzi innych – będzie zjadał ich energię, nawet jeśli nieświadomie.

Bo widzisz… miałam takie doświadczenie za sobą. Dostałam wówczas zwrot w postaci subtelnego przekazu od jednej z kobiet, której oferowałam współpracę, a która jej nie przyjęła. Byłam z początku tym dotknięta i wtedy się zreflektowałam: dlaczego dotyka mnie nieprzyjemnie to, że Kobieta wybiera SIEBIE?

Dotarłam wtedy do tego, że byłam nienakarmiona. Więc karmiłam się uznaniem. Nie wiedziałam o tym, ale TAK SIĘ CIESZĘ, że wystarczył mi tak subtelny impuls i pozwoliłam sobie poczuć wstyd za siebie.

I nauczyć się karmić siebie, swoją duszę. Już nie dopuszczając do głodu, ale z pozycji odżywiania.

Więc karmię siebie.
I dlatego mam z czego dawać.
Z sytej obfitości.

I właśnie w tej obfitości…
Z tą surową radością i ledwo posklejanym sercem po własnych procesach –
już w poniedziałek, 5 maja, mam ten przywilej:

Poprowadzę grupę Kobiet, które postanowiły rozkochać się w swojej Rozkoszy.

Nie umiem nawet opisać, co to dla mnie znaczy.
Bo to nie tylko warsztat.
To błogosławieństwo.
To rytuał.
To 12 tygodni spotkań z Kobietami, które mówią sobie:
chcę więcej – czucia, prawdy, ciała, przyjemności, siebie.

Jeśli czytasz to i coś w Tobie się poruszyło –
nawet niech to będzie niepokój albo zawstydzenie –
to może właśnie Ciebie potrzebuję tam spotkać.

Drzwi są jeszcze uchylone.
Ale nie na długo.

Z miłością,
Sabina

Dodaj komentarz

This site is protected by reCAPTCHA and the Google Privacy Policy and Terms of Service apply.

The reCAPTCHA verification period has expired. Please reload the page.