A nawet czasem… dewastować. Poddać pięknej destrukcji. Najlepiej w seksie, bo tu ta transformacyjna moc jest największa. (Gdy podchodzi się do tego w kombinacji rytualnej świętości i dziecięcej zabawowości jednocześnie – tak, to jest możliwe 😉 )
Lubię, gdy ktoś potrafi mnie tak poprowadzić, że przestaję być Sabiną-Wszystko-Ogarniającą i staję się Kobietą, która też się boi, której coś drży w ciele, która ma ochotę krzyczeć i przytulić się do siebie jednocześnie.