W sercu Kobiety tkwi pragnienie, które jest tak pierwotne, że czasem aż bolesne. I jest też wstydliwe, gdy zdajemy sobie z niego sprawę. To jest bardzo głębokie i mocne: pragnienie, by móc się poddać męskości. To tęsknota, która nie jest tylko fizyczna, lecz emocjonalna i duchowa. Dla jednej z moich Klientek nazwałam tę jej tęsknotę po imieniu: chcemy być pięknie zdewastowane przez moc i siłę mężczyzny, by w tym akcie całkowitego oddania odnaleźć naszą najprawdziwszą istotę.
Chcemy, żeby nasza osobowość mogła się rozpaść
I boimy się tego zarazem.
Wyobraź sobie, że jesteś w ramionach mężczyzny, którego kochasz. Czujesz jego pewność, jego siłę, jego zdecydowanie. W tym momencie pozwalasz sobie być całkowicie bezbronną, otwartą na jego dotyk, na jego obecność. To nie jest słabość, to jest największa forma odwagi – pozwolić się tak zdewastować, by stać się inną, głębiej zakorzenioną w swojej kobiecości.
Nasza wewnętrzna męskość jest niezbędna
Nasza wewnętrzna męskość jest niezbędna, byśmy mogły odnaleźć tę równowagę. To ona daje nam odwagę, by stanąć w naszej prawdzie, by wyrazić nasze potrzeby bez wstydu i lęku. Ale to nasza kobiecość, z jej nieobliczalnym chaosem i pięknem, jest tym, co inspiruje męskość do działania. Kiedy pozwalamy sobie być prawdziwie kobiece, bezbronnie oddane, mężczyźni wokół nas stają się spójnymi, zintegrowanymi mężczyznami. Ostatecznie to MY ich do tego inspirujemy.
W naszym życiu często odrzucamy męskość, którą nosili w sobie nasi ojcowie. Często było to skutkiem braku szacunku, jaki widzieliśmy między naszymi rodzicami. Nasze matki, które nie szanowały ojców, lub ojcowie, którzy byli nieobecni emocjonalnie – to wszystko tworzy w nas przekonania, które przenosimy na nasze dorosłe życie.
Ważne jest, abyśmy rozwijały się i opiekowały się sobą
Ważne jest, abyśmy rozwijały się i opiekowały się sobą, by w ogóle zobaczyć mężczyznę w mężczyźnie. Skrzywdzona kobiecość zobaczy w spójnym mężczyźnie zagrożenie (wyda jej się za silny, wzbudzi poczucie niebezpieczeństwa i będzie niepodatny na gierki i manipulacje). Lub, co równie częste, w ogóle go nie dostrzega, bo jest wyczulona na chłopców (ich łatwo, jak mówiła inna moja Klientka, sobie “wychować”), albo krzywdzących kontrolerów – takich, jak ten, przy którym wzrastała, lub który był partnerem mamy. Musimy nauczyć się integrować te odrzucone części, by odnaleźć pełnię siebie.
Kiedy pozwalasz sobie na pełne oddanie męskości, tworzysz przestrzeń, w której męskość i kobiecość mogą współistnieć w harmonii. To jest najgłębsza forma uzdrowienia – akceptacja i integracja wszystkich części nas samych. W tej przestrzeni rodzi się prawdziwa intymność, która nie jest tylko fizyczna, ale i duchowa.
To jest ta dewastacja, istna dekompozycja na życzenie
Nawet, gdy to piszę i gdy to wszystko ze mnie tak naturalnie wypływa, to nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rozum, który będzie czytać te słowa, będzie je kwestionował: “ale jak?”, “ale po co?”, “ale ja taka właśnie chcę być, to mężczyzn wokół mnie nie ma!”, albo wręcz: “co za bełkot”. Może warto chociaż przyjąć, że takie kwestionowanie bierze się z głębokiej zranionej kobiecości i jej męskości, która nie umie jej pomóc? A to już masz pod kontrolą: tu, wchodząc dla siebie samej w proces terapeutyczny, podróż do siebie i opiekę nad sobą, można stworzyć sobie uzdrowioną kobiecość i uzdrowioną męskość. A to się naprawdę przekłada na jakości ludzi, z którymi tworzysz relacje. W tym, tę intymną, z Mężczyzną, który jest emanacją i manifestacją Twojej uzdrowionej męskości, i który jest z Tobą. Z Kobietą.
Z miłością,
Sabina